Ślady Tajemnic: Sprawa I: Rozdział 02

8 marca 2015r., niedziela
Budzik zadzwonił o dziewiątej. Basia wyłączyła go z niesmakiem, przeciągnęła się i przetarła oczy dłonią, próbując pozbyć się resztek snów. Zdała sobie sprawę, że odczuwała skutki z dzisiejszej nocy. Miała kaca, niewielkiego, ale czuła pulsowanie w głowie. Wstała z łóżka i poszła do kuchni, by wziąć aspirynę. Przeklinała ten dzień. Liczyła na to, że będzie miała wolną niedzielę, a tu proszę, zabójstwo w klubie, w którym akurat świętowała wieczór panieński przyjaciółki. Zabójcy naprawdę nie odpoczywają, pomyślała podirytowana.
W pracy powinna być już dawno temu, lecz ze względu na to, że morderstwa dokonano nocą, mogła przyjechać na komisariat później. Umówiła się ze swoim zespołem na godzinę dziesiątą – wtedy omówią plan dochodzenia.
Przesłuchując dzisiejszej nocy osoby, nikt nie wzbudził u niej żadnych podejrzeń oprócz barmana – Filipa Sobczyka. Małomówny, wciąż uciekał wzrokiem, kiedy zadawała mu pytania, i zauważyła, jak podpisywał się na dokumencie lewą ręką, a ze wstępnych badań Długosza wynikało, że zabójca był mańkutem.
Weszła do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Zimna woda od razu postawiła ją na nogi. Ubrała się w pośpiechu, nawet niczego nie zjadła. W sumie i tak jej lodówka ziała pustkami. Nie robiła zakupów, bo myślała, że dzisiejszy dzień spędzi u brata.
Kiedy miała wyjść z mieszkania, zadzwoniła jej komórka.
Cześć, Basiu – usłyszała w słuchawce głos Darka. – Obudziłem cię?
Cześć, braciszku. Nie, nie obudziłeś, właśnie miałam wychodzić do pracy.
Sprawa tego tancerza?
Tak – odparła smutno. – Miałam dzisiaj do was wpaść… Przepraszam.
Nic nie szkodzi, rozumiem. Kiedy Sara powiedziała mi co się stało, wiedziałem, że będziesz musiała iść do pracy. Dlatego postanowiłem do ciebie zadzwonić i złożyć ci życzenia przez telefon. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet, siostrzyczko.
Och, dziękuję – rzekła lekko zmieszana. Zapomniała kompletnie, że dzisiaj był ósmy marca. Przez tę sprawę, pamięć zaczęła płatać jej figle.
Nie będę cię już przeszkadzał. Do usłyszenia, Basiu – pożegnał się.
Pa – odparła krótko.
Spojrzała odruchowo na zegarek, za kwadrans dziesiąta. Dojechanie z Sobieskiego na Lompy w piętnaście minut graniczyło z cudem. Teraz pytanie brzmiało, ile się spóźni – pięć, dziesięć minut? Starała się jednak o tym nie myśleć. Zresztą, dzisiaj było jej święto.
~*~
Na komisariacie była dwadzieścia po dziesiątej. Nigdy nie lubiła katowickich ulic. Z ledwością przecisnęła się przez korek, by ominąć roboty drogowe, światła, a jeszcze w dodatku o mały włos nie wjechałaby gościowi w tył, gdyby w porę nie nacisnęła na hamulec. Miała nadzieję, że Tomek z Andrzejem nie rozpoczęli śledztwa bez niej. Wydział dochodzeniowo-śledczy znajdował się na piątym piętrze. Korzystała zwykle ze schodów, lecz dzisiaj wyjątkowo pojechała windą. To nie był jeszcze ten moment na rozpoczęcie dnia. Musiała najpierw napić się kawy.
Kiedy szła do biura, nagle przystanęła. Zauważyła niedaleko mężczyznę, którego miała już nigdy nie spotkać. Mimo tego, że widziała tylko jego lewy profil, doskonale wiedziała, że to Robert, z którym przespała się tydzień temu. Z początku myślała, że musiał to być zwykły przypadek, przecież mógł zostać świadkiem jakiegoś przestępstwa. Jednakże, gdy mężczyzna odsłonił lekko kurtkę, dostrzegła broń i odznakę. Był policjantem, tak jak ona. Zaśmiała się z tak absurdalnego zbiegu okoliczności. Musiał być tutaj nowy, bo nie spotykała go na korytarzu czy też w sali konferencyjnej. Zresztą, takiej twarzy nigdy by nie zapomniała.
Wkrótce Robert na nią spojrzał. Po wyrazie jego twarzy wywnioskowała, że był zaskoczony, widząc ją tutaj. Jednakże po chwili uśmiechnął się szeroko i podszedł do Florczak.
Tak, czaruj mnie swoim uśmiechem, pomyślała bezradnie. Jeszcze mi tego brakowało. Dzień dobrze się nie zaczął, a już spotykają mnie takie niespodzianki.
Nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam – odezwał się pierwszy, wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Dla niej nie było do śmiechu. – Widać świat jest mały.
Najwidoczniej – rzekła, pozwalając sobie na lekki uśmiech. – Od kiedy tutaj pracujesz? – spytała, mając nadzieję, że mężczyzna zaprzeczy i powie, że zjawił się tu, by poprosić śląską policję o pomoc w ujęciu przestępcy.
Zgodnie z umową miałem zacząć pracę od jutra, ale zgłoszono niedawno morderstwo, więc... Wzruszył ramionami.
A z kim będziesz pracował?
Nie odpowiedział na pytanie, ponieważ z gabinetu naczelnika Koniecznego wyszedł Andrzej z aktami w rękach.
O, widzę, że już się poznaliście – rzekł radośnie komisarz.
Miej-więcej – odparł z uśmiechem Robert.
Basiu, pozwól, że ci przedstawię podkomisarza Roberta Olszaka, prywatnie to mój syn – powiedział, a Florczak nagle poczuła, jak zapada się pod ziemię. Ta informacja była dla niej jak kubeł zimnej wody.– Robercie, to jest podkomisarz Barbara Florczak, pracuje ze mną w zespole.
Miło poznać – rzekł wesoło, ściskając jej dłoń. Poczuła przyjemne dreszcze na plecach. Wspomnienia z ich nocy powracały.
Robert będzie pracował z komisarzem Markiem Białeckim – dodał komisarz. Basia uśmiechnęła się lekko; jakie to szczęście, że nie będzie z nim w zespole. Naczelnik Konieczny z pewnością nie chciał, by ojciec i syn pracowali razem.
Okej, nie będę was dłużej zatrzymywał, w sumie i tak komisarz Białecki czeka na mnie na dole – odparł młody Olszak, zapinając swoją skórzaną kurtkę. – Jeszcze raz… zwrócił się do Basi, pochylając się w jej stronę. – Miło było cię znowu spotkać.
Pożegnał się z ojcem i wszedł do windy z wielkim uśmiechem na twarzy. Basia spojrzała na szefa zakłopotana.
Znaliście się wcześniej? – zapytał zaskoczony Andrzej.
Długa historia, nie chcesz wiedzieć – rzekła, lekko zmieszana całą sytuacją.
W porządku, nie będę naciskał. Chodźmy, robota czeka.
W biurze czekał na nich Jończyk, który siedział przy swoim stanowisku tuż przy wejściu po lewej stronie i popijał kawę. Basia poczuła w nozdrzach aromat napoju, więc postanowiła nalać ją sobie do kubka. Zanim jednak dotarła do dzbanka, spostrzegła na jej biurku znajdowało się obok stanowiska Tomka fioletowego kwiatka w doniczce, na łodydze została owinięta czerwoną wstążką. Poczuła niesmak, nie lubiła dostawać żywych kwiatów. Postawiła doniczkę na parapecie i chusteczką zgarnęła z biurka resztki ziemi. Skrzywiła się, widząc ten bałagan. Ktoś, kto położył prezent, poprzestawiał jej rzeczy – musiała wszystko od nowa poukładać i przez to dodatkowo straciła czas.
Wiemy, że nie lubisz kwiatów, więc od nas na dzień kobiet dostaniesz to – powiedział wesoło Tomek, wyciągając zza pleców butelkę czerwonego wina, ozdobioną czerwoną kokardą. – Wszystkiego najlepszego!
Och, panowie, dziękuję – rzekła wzruszona, przyjmując podarunek z wielkim zadowoleniem. Ten prezent był o wiele ciekawszy od kwiatka w doniczce. Ale co się dziwić, Komenda Wojewódzka by zbankrutowała, gdyby każdej kobiecie podarowali butelkę wina.
A tak w ogóle, słyszałem, że twój syn do nas wrócił – zwrócił się do Andrzeja Tomasz. – Czy to plotki, czy rzeczywiście tak jest?
To prawda, wrócił do Katowic. Dzisiaj zaczął.
A dlaczego się przeprowadził? – zapytała Basia, nie zważając na konsekwencje wypowiedzianych przez siebie słów. Andrzej spojrzał na Florczak z zaciekawieniem.
Podczas jednej z akcji Robert został postrzelony – odezwał się po krótkiej chwili komisarz. – Miał go osłaniać partner, a okazało się, że trzymał z przestępcami. Postrzelił Roberta w prawe ramię, by wytrącić mu broń z ręki. Chciał go zabić, lecz w porę przyjechali antyterroryści, leżał dwa tygodnie w szpitalu. Postanowił przeprowadzić się do Katowic, bo, jak sam stwierdził, nie zdoła zaufać nikomu z wydziału z Łodzi. Chciał dołączyć do mojego zespołu, ale Konieczny się nie zgodził, więc poleciłem Białeckiego.
Basia przełknęła głośno ślinę. Nie sądziła, że za przeprowadzką kryła się nieprzyjemna opowieść. Rozumiała decyzję Roberta. Próbował dostać się do zespołu ojca, bo tylko jemu ufał. Ale komisarz Białecki również był uczciwym policjantem, podkomisarz trafił w dobre ręce, jednakże wiedziała, że będzie potrzebował dużo czasu, by ponowie komuś zaufać.
A teraz do rzeczy, trzeba zająć się sprawą Daniela Jabłońskiego – westchnął Olszak, podchodząc do białej tablicy, która stała tuż obok jego biurka, znajdującego się naprzeciwko ich stanowisk. Zawiesił na niej pośrodku zdjęcie denata. – Sprawę przyjął prokurator Broll, więc mamy spore manewry. Trzeba to wykorzystać.
Prokurator Michał Broll pracował w prokuraturze śledczym od pięciu lat i nie przegrał do tej pory żadnej sprawy; był doskonały w tym, co robił. Nie utrudniał również pracy policjantom, wystawiał nakazy bez żadnego problemu. Broll nie czepiał się o drobnostki, chciał twardych dowodów, by posłużyć się nimi później w sądzie.
Rozmawiałem z Małgorzatą Świątczak, właścicielką klubu – kontynuował komisarz, pisząc jej nazwisko na tablicy obok zdjęcia ofiary. – Podczas rozmowy była nerwowa. Niby Daniel był tylko jej pracownikiem i nic o nim nie wiedziała, ale sądzę, że coś ukrywa.
Ja rozmawiałem z tancerzem, Pawłem Kwiatkowskim – oznajmił po chwili Tomek, a komisarz zapisał kolejne nazwisko na tablicy. – Sprawiał wrażenie człowieka, który dużo wie, a mało mówi. Aha, i oznajmiłem informatykowi, by sprawdził bilingi rozmów denata – dodał podkomisarz. – Łukasz ma się odezwać, jeśli coś znajdzie.
A kamery?
Mają monitoring przy wejściu i z tyłu klubu. Chłopaki przeglądają materiał.
Basiu, a ty kogoś podejrzewasz? – zapytał Olszak.
Tak, barmana, Filipa Sobczyka. Też mało mówił, a do tego zauważyłam, że jest leworęczny.
A rodzina Jabłońskiego?
Jeden z tancerzy mówił, że ma rodziców w Chorzowie – powiedział Jończyk. – Zadzwoniłem do nich dzisiaj, mają przyjechać na identyfikację zwłok.
Sugeruję na początku zająć się barmanem, ta lewa ręka, trzeba to sprawdzić – rzekł komisarz, kreśląc nazwisko podejrzanego w kółko. – Basiu, załatwisz nakaz przeszukania domu Sobczyka i przesłuchasz go. Trzeba też dowiedzieć się jak najwięcej o Jabłońskim, więc my, Tomek, pojedziemy do mieszkania denata. Do roboty.
Piętnaście minut później Basia wyszła z gabinetu prokuratora. Michał Broll bez żadnego problemu podpisał jej nakaz przeszukania mieszkania Filipa Sobczyka.
___

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy