Ślady Tajemnic: Prolog

 1 marca 2015r., niedziela
Basia obudziła się o ósmej rano. Wstała z łóżka, zakładając szlafrok, a jej wzrok spoczął na mężczyźnie, z którym spędziła dzisiejszą noc.
Rzadko kiedy poddawała się męskim urokom, ale wczorajszego dnia wymknęło jej się to spod kontroli. Przystojniak z baru oczarował ją miłym uśmiechem, postawił jej drinka, rozmawiali, a potem zaprosiła go do siebie. Nie wiedziała, co ją napadło, nigdy nie doświadczyła czegoś takiego. Może to przez to, że rzadko chodziła na randki? Że nagle zapragnęła bliskości mężczyzny, a on pojawił się w barze, to jej instynkt wykorzystał okazję i dała się namówić na przelotny romans?
Istniała też druga opcja. Możliwe, że mężczyzna był casanovą i zmieniał kobiety jak rękawiczki. Tacy osobnicy umieli znaleźć sposób na dobry podryw. Alkohol, właściwe słowa, urok osobisty i kobieta należała do niego. Basi byłoby to nawet na rękę, gdyby okazało się, że jest kobieciarzem. Jej zawód nie rokował dobrze na dłuższe związki. Wiedziała z doświadczenia, jak trudno utrzymać przy sobie partnera, kiedy wracało się do domu późnym wieczorem.
Dlatego przygoda z przystojniakiem z baru musiała się skończyć. Choć seks był udany, dzisiejsza noc będzie dla niej jedynie dobrym wspomnieniem.
Po chwili mężczyzna poruszył się i powoli otworzył oczy, spojrzał na nią z uśmiechem. Był przystojnym mężczyzną: niebieskie oczy, blond włosy i umięśniona sylwetka; ledwo powstrzymała się od głośnego westchnięcia, gdy przypomniała sobie o ich wspólnie spędzonej nocy.
Cześć, piękna – uśmiechnął się.

     Basia musiała doliczyć do niesamowitych cech mężczyzny jeszcze jego zniewalający uśmiech. To dzięki temu namówiła go, by poszli do jej mieszkania. Nie ulegało to wątpliwości.
Weź się w garść, kobieto – upomniała siebie w myślach.
Posłuchaj… urwała, zdając sobie sprawę, że nie wiedziała, jak mężczyzna miał na imię. Jej towarzysz wciąż uśmiechał się szeroko.
Robert – przedstawił się.
Basia – odparła. Po krótkiej niezręcznej ciszy dodała: Posłuchaj, Robert, było naprawdę miło, ale kiedy wyjdę z łazienki, ma ciebie tutaj nie być, okej?
Jasna sprawa – przytaknął.
Po zamknięciu się w łazience, westchnęła głęboko. Jej emocje buzowały wewnątrz, gdy przypomniała sobie dotyk Roberta na skórze. Wspomnienia były wyraźne i wciąż to przeżywała. Poczuła ogromną ulgę na sercu, mając to już za sobą.
Weszła pod prysznic, by otrzeźwieć umysł. Pozwoliła sobie na chwilę przyjemności, ale teraz musiała wziąć się w garść. Ciepła woda ukoiła jej emocje.
Kiedy wyszła z łazienki, mężczyzny już nie było.
___

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy