Ślady Tajemnic: Sprawa I: Rozdział 03

8 marca 2015r., niedziela
Pomieszczenie, w którym przesłuchiwali podejrzanych, było średniej wielkości i pomalowane ciemnozieloną farbą. Na środku stał czarny, drewniany stół z dwoma krzesłami ustawionymi równolegle do siebie. Na jednej ze ścian było weneckie lustro, skąd Basia mogła śledzić zachowanie podejrzanego z pokoju obserwacyjnego, a w górnych kątach zostały zainstalowane kamery.
Filip Sobczyk był trzydziestodwuletnim mężczyzną o niebieskich oczach oraz blond włosach. Był bardzo dobrze zbudowany i przystojny – z pewnością nie odpędzał się od kobiet, pomyślała Florczak. Dowiedziała się, że barman pochodził z biednej rodziny. Ojciec alkoholik, a matka zmarła pięć lat temu. Miał jeszcze o dwa lata młodszą siostrę, która obecnie mieszkała w Rudzie Śląskiej i wychowywała sama córkę. Przeprowadził się do Katowic, żeby zarobić jako tancerz, ale obecnie stał za barem, ponieważ nabawił się kontuzji.
Wkrótce do pomieszczenia wszedł sierżant Dawid Szymczyk. Mężczyzna miał czarne jak smoła włosy, które były w nieładzie - zastanawiała się, czy on w ogóle wiedział, do czego służyła szczotka do włosów. Ubrany był w czarne, sprane spodnie oraz bawełniany, szary sweter.
Znaleźliście coś w mieszkaniu Sobczyka? – zapytała.
Nic nie znaleźliśmy oprócz filmów z występów denata – odparł, śmiejąc się krzywo.
Jakie filmy? – Do końca nie rozumiała, dlaczego sierżant był taki rozbawiony. Najpierw mówi jej, że nic nie znaleźli, a potem dodaje fakt o filmach. Niech się zdecyduje, pomyślała rozgoryczona, albo coś znalazłeś, albo nie. Z Szymczykiem i tak miała same kłopoty, nie mogła z nim znaleźć nic porozumienia.
Sobczyk kręcił Daniela Jabłońskiego podczas występów. Ma z nim sporo nagrań. Ten koleś jest…
Nie kończ! – przerwała mu stanowczo. Basia domyśliła się, o co mu chodziło. Wszystko wskazywało na to, że barman był homoseksualistą. – Pilnuj własnych spraw.
Sierżant wzruszył ramionami i wyszedł z pomieszczenia. Florczak nie lubiła osób, którzy nie mali za grosz tolerancji. Westchnęła głęboko, po czym weszła do pokoju przesłuchań z aktami w rękach. Usiadła naprzeciwko barmana, otwierając dokumenty. Przez chwilę milczała, by uzupełnić formularz z przesłuchania podstawowymi danymi.
Po chwili podejrzany odezwał się.
Mogę panią wyprzedzić, bo i tak wiem, że znaleźliście w moim mieszkaniu filmy z występów Daniela. Jestem gejem, ale to chyba nie jest powód do tego, by mnie tu ściągać.
Tu nie chodzi o to – powiedziała, patrząc mężczyźnie w oczy. – Jest pan tutaj, bo zabójca, który zabił Daniela, jest leworęczny.
Mężczyzna zamarł, przełykając głośno ślinę. Pewnie zdawał sobie sprawę, w jak trudnym był teraz położeniu.
Basia opuściła pytanie o miejscu, w którym był, gdy zabito denata. Jego wypowiedź raczej nic by nie wniosła, bo każdy, kto wczoraj znajdował się w klubie, stawał się głównym podejrzanym.
Co pana łączyło z Danielem?
Był moim przyjacielem i… od czasu do czasu spotykaliśmy się.
Daniel był gejem?
Nie do końca, był biseksualistą – sprecyzował. – Kręciły go też kobiety… urwał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. – W szczególności te, które miały jak najwięcej zer na koncie. Daniel przychodził do mnie, kiedy miał dość kobiecych zachowań. Nie traktowałem go poważnie, ani on nie traktował mnie. To był tylko seks.
Tak, tylko seks, zakpiła w myślach. Wiedziała, że Filip czuł coś do Daniela. Zdradzał go już nawet moment, kiedy po raz pierwszy z nim rozmawiała. Starał się ukryć obojętność, lecz jego twarz i głos mówiły co innego. Czuła, że coś przed nią ukrywał i nie myliła się. Kochał Daniela, a przez wzgląd na uprzedzenia ludzi do homoseksualistów, uparcie milczał.
Teraz pytanie brzmiało: Czy Sobczyk byłby wstanie zabić osobę, na której mu zależało? Istniała taka możliwość, jeśli Filipowi zaczęło przeszkadzać to, że wciąż sypiał z bogatymi kobietami, a jego traktował jak ławkę rezerwową. Mógł się wkurzyć, a przez to dojść do nieszczęśliwego wypadku.
Z jaką kobietą ostatnio się spotykał?
Nie wiem. Powiedział, że nie może mi na razie zdradzić kim ona jest. Szykował się na duże pieniądze. Mówił, że po tym wszystkim skończy spotykać się z bogatymi kobietami. Ale jeszcze wcześniej spotykał się z Małgorzatą Świątczak - dodał po chwili namysłu.
Z właścicielką klubu?
Dokładnie – przytaknął. – Nie przyjęła ich zerwania zbyt dobrze, mimo że wiedziała, jaki na co dzień był Daniel. Oczywiście nie mówię tutaj o orientację, bo z tym się urywał jak ja, tylko o tym, że zmieniał kobiety z bogatszych na bogatsze.
Wkrótce do pokoju przesłuchań wszedł Dawid Szymczyk, a pod pachą trzymał foliową torbę. Florczak podeszła do sierżanta.
Technicy znaleźli w śmietniku za klubem zakrwawiony sweter. Krew należy do Daniela Jabłońskiego.
Basia wzięła dowód do ręki i podeszła do Filipa.
Wiesz kogo to sweter? – zapytała, kładąc rzecz na stoliku.
Tak – odparł lekko zdezorientowany. – Należy do Małgorzaty Świątczak. Miała go wczoraj na sobie.
Florczak opuściła pomieszczenie, by przedzwonić do Olszaka. W skrócie oznajmiła mu, czego dowiedziała się od barmana; powiedziała o Świątczak i zakrwawionym swetrze. Okazało się, że Andrzej i Tomek tak samo zaczęli ją podejrzewać, bo znaleźli w mieszkaniu ofiary ich wspólne zdjęcia z wyjazdu. Znaleźli też laptop, lecz trzeba było się zalogować, więc wzięli sprzęt ze sobą. Komisarz oznajmił, że będą na komisariacie za dwadzieścia minut.
~*~
Basia przyglądała się zdjęciom, które Olszak i Jończyk znaleźli w mieszkaniu denata. Małgorzata Świątczak była kobietą po czterdziestce, choć nie dałaby jej tyle – wyglądała na młodszą. Szczupła blondynka o brązowych oczach, miała owalną twarz i lekko haczykowaty nos. Ciekawił ją fakt, czy to dobre geny, czy może to jednak dzięki operacją plastycznym tak dobrze wyglądała. Raczej stawiała na to drugie. Świątczak nie żałowała sobie pieniędzy, skoro prowadziła dobrze zarabiający się klub, a do tego miało się ojca polityka. Była jedynaczką, więc pewnie ojciec kobiety zrobiłby wszystko dla swojej córki. Miała nadzieję, że nie będzie żadnych trudności podczas jej przesłuchania.
Natomiast mieszkanie Daniela wyglądało naprawdę elegancko. Drogi sprzęt, meble i perfumy, z pewnością nie kupił tego wszystkiego za pensję tancerza – zawdzięczał te rzeczy dzięki sponsorkom. Laptop, który wzięli z mieszkania denata, Tomek zaniósł informatykom. Miał dać znać, gdy dowie się czegoś konkretnego.
Andrzej stał przy tablicy. Zaznaczył nazwisko właścicielki w kółko, a przy Sobczyku dał znak zapytania. Wypuścili go, lecz miał mieć całodobowy nadzór. Nie mogli go całkowicie skreślić z listy podejrzanych, wciąż mógł okazać się mordercą. Jak na razie skupili się na Świątczak. Sierżant Szymczyk z paroma policjantami pojechali złożyć jej wizytę w domu.
Po chwili do ich biura wszedł umundurowany policjant, który oznajmił, że rodzice Daniela przyjechali na identyfikację zwłok. Andrzej i Basia poszli za posterunkowym.
Wiedzieli, że był to teraz najtrudniejszy moment w pracy policjanta: patrzeć na łzy bliskich ich ofiary.
Tuż obok wejścia do prosektorium stali państwo Jabłońscy. Mężczyzna miał czarne włosy, na których dostrzegła pierwsze odznaki siwizny, oraz niebieskie oczy, przepełnione obecnie wielkim smutkiem. Matka Daniela natomiast była drobną kobietą o brązowych oczach i włosach. Basi ścisnęło serce, gdy spostrzegła na ich policzkach łzy. Dowiedzenie się o śmierci jedynego syna musiało być dla nich wielką katorgą.
Komisarz Olszak przedstawił siebie i ją Jabłońskim, po czym weszli do pomieszczenia, w którym pracował Bartosz Długosz. Mimo tego, że Florczak od lat była przyzwyczajona chodzić do prosektorium, to i tak za każdym razem czuła to zimno przeszywające jej kręgosłup. Znajdowały się tam metalowe meble, różne laboratoryjne przedmioty, a w powietrzu unosił się zapach środków czyszczących. Lubiła porządek, ale gdyby ktoś kazałby jej tutaj coś zjeść, zwiałaby jak najprędzej.
W prosektorium Długosz nie był sam. Basia od razu zauważyła tuż obok stołu, na którym leżała młoda kobieta, Roberta oraz komisarza Białeckiego. Młody Olszak lekko uśmiechnął się w stronę Florczak. Nie wiedziała, jak zareagować na jego gest, tym bardziej, że znajdowali się w miejscu pełen trupów, więc spojrzała na drugi stół – tam prawdopodobnie znajdował się ich zamordowany, ciało zostało przykryte jasnozielonym materiałem i nie mogła na sto procent stwierdzić, czy to tam leżał Daniel Jabłoński.
Okazało się jednak, że to rzeczywiście ich denat, bo Długosz stanął przy stole i zerknął na Olszaka. Komisarz dał mu znać, by czynił swoją powinność. Im szybciej Jabłońscy zidentyfikują ciało, tym lepiej. Patolog uniósł materiał do góry, ukazując ciało tancerza.
Pani Jabłońska lekko się zachwiała, kiedy spojrzała na Daniela. Nie ulegało teraz wątpliwości, że kobieta patrzyła na martwą sylwetkę syna. Jej ciało zaczęło drgać, podeszła bliżej stołu, by uważniej przyjrzeć się swojemu dziecku.
Mój mały syneczku – jęknęła, a po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. – Co oni ci najlepszego zrobili…
Bardzo nam przykro z powodu straty – odezwał się po chwili Olszak.
Pan Jabłoński objął szlochającą małżonkę i wyszli z prosektorium wraz z umundurowanym policjantem, który miał zabrać ich do biura.
Masz coś dla nas? – zwrócił się do Długosza komisarz.
Wszystko wam powiedziałem na miejscu – oznajmił, po czym podał komisarzowi raport ze sekcji. – Natomiast narzędziem zbrodni jest scyzoryk, zdjęcie znajdziecie w raporcie.
W drodze do biura niespodziewanie przy boku Basi znalazł się młody Olszak. Andrzej spojrzał na nich z zainteresowaniem, lecz szybko się odwrócił, całkowicie ich ignorując.
Basiu, wiem, że nasza znajomość miała się zakończyć na tamtym jednym wieczorze – powiedział cicho, by ojciec go nie usłyszał. – Ale skoro będziemy się mijali na korytarzach, to może jednak zjadłabyś ze mną obiad, co? Pewnie nic jeszcze nie jadłaś, mam rację? – uśmiechnął się.
Nie jadłam, lecz teraz pracuję – oznajmiła wymijająco. Nie wiedziała, czy chce pogłębiać znajomość z Robertem. Zważywszy na to, że mężczyzna był synem Andrzeja.
Wiem, ja też mam pracę, ale gdybyś miała czas to… – urwał, ponieważ wyciągnął z tylnej kieszeni spodni notes i napisał na kartce ciąg liczb. – Zadzwoń do mnie – poprosił, wkładając do jej dłoni zwinek papieru i patrząc głęboko w oczy.
Poczuła przyjemny dreszcz na plecach, gdy ich palce na chwilę się połączyły. Obrazy ze wspólnie spędzonej nocy nasilały się. Robert cofnął się z powrotem do prosektorium, a Basia przyspieszyła kroku, by dołączyć do Andrzeja. Mężczyzna spojrzał na nią tajemniczo. Florczak uśmiechnęła się lekko, czując, jak jej policzki płoną z zakłopotania.
Opowiesz mi kiedyś o tej długiej historii z moim synem?
Najlepiej będzie jeśli Robert sam ci o tym powie – odparła po krótkiej ciszy.
Andrzej kiwnął lekko głową. Basia ucieszyła się, że na tym zakończyli konwersację. Nie była wstanie powiedzieć szefowi, że przespała się z jego synem. Dla Roberta opowiedzenie o tym będzie o wiele łatwiej, w końcu bawiła go ta cała sytuacja.
Przy biurku Olszaka siedzieli rodzice Daniela. Umundurowany policjant wyszedł, gdy tylko Andrzej i Basia pojawili się w pomieszczeniu. Florczak przysunęła swoje krzesło i usiadła obok pani Jabłońskiej.
Czy Daniel wspominał państwu, czy miał jakieś kłopoty? – zapytał komisarz.
Nie, nic nie mówił – odezwał się pan Jabłoński. – Widzi pan… nie utrzymywaliśmy z Danielem bliskich kontaktów. Unikał nas po tym jak… urwał, nie wiedząc jakich użyć słów. Basia domyśliła się, że chodziło tu o jego orientację seksualną.
Daniel powiedział nam, że jest gejem – oznajmiła po chwili pani Jabłońska przez łzy. – Mąż użył słów, które go zraniły i wyprowadził się. Minęło już osiem lat, odkąd zamieszkał w Katowicach.
I od tamtej pory syn z wami się nie kontaktował?
Czasami do mnie dzwonił. Widzi pan, mimo tego, kim okazał się Daniel, to jednak nadal był mój syn. Chciałam wiedzieć, co u niego, dlatego poprosiłam go, żeby odzywał się od czas do czasu.
Kiedy ostatni raz do pani zadzwonił?
W sobotę.
Coś zwróciło pani uwagę w wypowiedzi syna?
Nie, mówił, że u niego wszystko dobrze i… zawahała się. Po chwili kontynuowała: – Coś jednak zwróciło moją uwagę. Zazwyczaj tego nie mówił, kiedy kończyliśmy rozmawiać, Daniel okazywał obojętność. Powiedział, że nas kocha, bez względu na to, że nie akceptujemy tego, że jest gejem.
Olszak nie miał więcej pytań, więc podziękował im za rozmowę. Dodał, że odezwie się do nich, gdy tylko dowie się czegoś nowego.
Dzieci nie powinni umierać przed rodzicami – usłyszeli jeszcze głos pani Jabłońskiej. Spojrzała na policjantów zatroskana. – Proszę, niech państwo mi obiecają, że złapiecie tego, kto skrzywdził Daniela.
Zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby dopaść zabójcę – odparł Olszak, unikając słowa obiecuję. Nie każda sprawa się rozwiązywała, dlatego na tym etapie śledztwa tylko to mógł powiedzieć rodzicom zmarłego.
Pani Jabłońska kiwnęła głową, odpowiedź komisarza ją zadowoliła.
Basia zaczęła rozmyślać nad słowami Daniela, jakie powiedział do matki. Wszystko wskazywało no to, że mężczyzna obawiał się śmierci.
___

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy