Ślady Tajemnic: Sprawa I: Rozdział 01

8 marca 2015r., niedziela
Basi rzadko zdarzało się, że znajdowała czas na rozrywkę. Ciągle praca i praca, ale obiecała sobie, że postara się to zmienić. Kiedy przyjechała na Śląsk, nikogo w pracy nie znała, była nowa, więc chciała pokazać się z jak najlepszej strony. Szef z początku nie traktował jej poważnie. Myślał, że inspektor Konieczny stroił sobie żarty, przydzielając do jego zespołu policjantkę z niecałym dwuletnim stażem w Wydziale Zabójstw. Jednakże okazało się, że pani podkomisarz świetnie radziła sobie zarówno w terenie, jak i podczas przesłuchań. Nie miała za złe komisarzowi, że za szybko wysunął wnioski. Nie pierwszy raz jej się to zdarzało.
Z czasem współpraca pomiędzy nią a szefem i podkomisarzem Jończykiem, zaczęła owocować, ale to też nie zwalniało jej z obowiązku zapracowania na zaufanie swoich kolegów.
Kiedy tydzień temu pojechała na obiad do Darka, jej szwagierka Sara zaprosiła ją na wieczór panieński do ich wspólnej znajomej z Końskich, Magdy Szwed, która przeprowadziła się do Katowic dwa lata temu. O przyjeździe zadecydował awans jej narzeczonego, Rafała Dębskiego, który został kierownikiem do spraw marketingu. Lepsza okazja nie mogła przytrafić się mężczyźnie, więc Magda bez wahania zgodziła się z nim przyjechać do Katowic. Załatwili wszystkie formalności związane z zameldowaniem i postanowili pobrać się tutaj. Ślub miał się odbyć za dwa tygodnie.
Sara, jako druhna Magdy, postanowiła zorganizować dla niej wieczór panieński w klubie ze striptizem Afrodyta. Oprócz Basi były zaproszone jeszcze dwie osoby, Justyna i Beata, koleżanki Magdy z pracy. Bawiły się wspaniale tańczyły przy dobrej muzyce, piły drinki, a także mogli podziwiać zmysłowe tańce niesamowicie przystojnych mężczyzn. Przyszła panna młoda bawiła się na całego. Założyła na głowę błękitny welon i śmiałym krokiem zbliżyła się pod samą scenę, krzycząc radośnie i wkładając pieniądze do slipek tancerzy. Wkrótce wszystkie dołączyły do kobiety, z wielkim zachwytem podążając jej śladem.
Niespodziewanie jeden z mężczyzn o błękitnych oczach i czarnej czuprynie spojrzał na Magdę; zbliżył się do niej i wciągnął na scenę, zaczynając z nią erotycznie tańczyć. Kobieta śmiało tańczyła z przystojniakiem, łasząc się do niego jak kotka. Basia pogratulowała Magdzie odwagi. Ona osobiście nie dałaby rady tak zmysłowo tańczyć z mężczyzną na scenie – prędzej by uciekła.
Uśmiechnęła się na tę myśl. Wyobraziła sobie scenę, w której tancerz wciąga ją na scenę, a ona wyrywa mu się i ucieka.
Po chwili poszły z powrotem do stolika. Mężczyźni mieli półgodziny przerwy, więc każda wykorzystała ten czas na skorzystanie z toalety. Potem siedziały przy stoliku i piły drinki, śmiejąc się do rozpuku.
Saro, dziękuję ci za ten wieczór – powiedziała Magda, ściskając kobietę.
Basia musiała przyznać, że naprawdę jej szwagierka spisała się na medal. Odkąd pamiętała, Sara bardzo lubiła organizować imprezy. Nieważne, czy miały charakter towarzyski, czy służbowy, zawsze umiała sprawić, by wszyscy byli zadowoleni. Wielokrotnie kobieta ratowała imprezy firmowe zorganizowane przez Bank Śląski, w którym pracował brat Basi.
Proponuję wznieść toast – odezwała się Sara. – Za naszą Magdę, która za niedługo zostanie wydana za mąż. Rafał jest dobrym człowiekiem, więc życzymy ci wszystkiego dobrego.
Magda zarumieniła się i podziękowała przyjaciółkom. Wypiły drinki, a po chwili Justyna zaproponowała pójść na parkiet. Przy stoliku została Basia z Sarą. Patrzyły, jak dziewczyny w rytm muzyki wyginały swoje ciała.
Co słychać w domu? – zapytała szwagierkę. Nie miała jeszcze okazji porozmawiać z kobietą o Darku i Kubie, więc wykorzystała chwilę, w której były same.
Dobrze – odparła z uśmiechem, a jej miodowe oczy zalśniły. – Kuba zaczął drugi semestr w szkole, a Darek wciąż zapracowany. W czwartek dzwonił Krystian, podobno ma wpaść do nas w odwiedziny.
Naprawdę? I odezwał się tylko do was? – zapytała zaskoczona. Nie sądziła, że jej drugi brat nie pofatyguje się, by do niej zadzwonić.
Sara wzruszyła ramionami bezradna.
Basia westchnęła głęboko. Pewnie Krystian spodziewał się, że nie odbierze telefonu. Czasami zdarzało się, że w pewnych momentach w pracy odebranie komórki było niemożliwe. Ale zawsze oddzwaniała. Zrobiło jej się przykro.
Kiedy przyjeżdża?
W piątek. Ze znajomymi wybiera się do Zakopanego na weekend, więc chce po drodze nas odwiedzić. Mam nadzieję, że przyjedziesz do nas?
Tak, wpadnę – obiecała.
Basia liczyła, że dotrzyma danego słowa Sarze. Nie mogła przewidzieć, co się stanie w najbliższych dniach, ale wiedziała, że zawsze mogła polegać na komisarzu Olszaku. Nie stawiał ją pod ścianą, gdy chodziło o rodzinę.
Wkrótce kobiety wróciły z parkietu.
Słuchajcie, dziewczyny – rzekła z powagą Magda, ale zabrzmiało to śmiesznie, zważywszy na to, ile panna Szwed zdołała już wypić. – Chcę widzieć każdą na moim ślubie – mówiła, pokazując palcem wskazującym z jednej dziewczyny na drugą. – Bez żadnych wyjątków. W szczególności mówię do ciebie, Basiu – złapała ją za rękę i spojrzała prosto w oczy. Panna Florczak poczuła na sobie jej przenikliwe błękitne tęczówki. – Obiecaj, że żadna sprawa nie zatrzyma cię w tym dniu i będziesz w kościele razem ze wszystkimi.
Obiecuję, Madziu.
Skoro mamy to za sobą, czas się napić – powiedziała radośnie, biorąc szklankę z procentowym napojem. – Dość długo tych mężczyzn nie ma – spojrzała na scenę – półgodziny już minęło.
Nagle przestała grać muzyka i włączyły się światła. Tańczące kobiety westchnęły z goryczą, rozglądając się po sali. Niebawem Basia zauważyła, jak jeden z tancerzy, przebrany za policjanta, zaczął nerwowo rozmawiać z ochroniarzem. Oznajmiła szybko koleżankom, że sprawdzi, co się dzieje, i wzięła ze sobą torebkę, w której trzymała odznakę. Trzymała ją zawsze przy sobie, bez względu na to, czy była na służbie, czy nie. Mogły się przecież zdarzyć najróżniejsze przypadkowe sytuacje, jak ta w tej chwili.
Co się dzieje? – zapytała mężczyzn. – Jestem z policji – pokazała im odznakę.
O, jak dobrze – westchnął z ulgą tancerz. – Mamy w klubie zabójstwo.
Basia spojrzała na niego zaskoczona.
Znalazłem jednego z naszych tancerzy martwego w garderobie.
Florczak od razu kazała mu, by zaprowadził ją na miejsce przestępstwa. Weszli oboje za zaplecze, szli wąskim korytarzem, który oświetlony był bladym światłem. Basia zniesmaczyła się, kiedy poczuła w nozdrzach zapach męskiego potu. Mogliby przynajmniej odświeżać te pomieszczenia, pomyślała z pogardą. Nie skomentowała już brudu, jaki znajdował się na kafelkach, które były wyłożone na ścianach i podłodze. Musiała wziąć się w garść, najważniejszy był punkt, do którego miała dojść. Odezwała się jedynie jej obsesja na punkcie sprzątania. Twardo odgoniła myśli z zamiarem wzięcia ścierki oraz miotły i posprzątania tego bałaganu.
Poczuła ulgę, gdy weszła do w miarę czystego pomieszczenia, ale jak tylko zobaczyła martwe ciało tancerza, na jej twarzy zagościł złość. To oznaczało tylko jedno: koniec imprezowania i czas wziąć się do pracy. Choć i tak wiedziała, że teraz będzie zadawała jedynie wstępne pytania do świadków. Wskazówki zegara pokazywały już trzecią w nocy, a do tego była po paru drinkach, więc mało co myślała.
 Denat siedział na krześle i na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że po prostu spał. Wykluczała to jednak niewielka rana zadana prosto w serce, z której krew spływała po jego brzuchu. Zasmuciła się, widząc go martwego. Jeszcze nie czas temu wsunęła temu mężczyźnie do jego czarnych, skórzanych slipów pieniądze. Był to też ten sam tancerz, który wciągnął Magdę na scenę.
Wyjęła z torebki komórkę, by powiadomić szefa. Odebrał dopiero po piątym sygnale. Był zaspany, wiedziała, że wyrwała go ze snu.
Co jest, Basiu?
Mam trupa – oznajmiła krótko. – Klub Afrodyta, ulica trzeciego maja… trzydzieści cztery – dodała po chwili numer lokalu, podpowiedziany przez towarzyszącego jej tancerza.
Zaraz będę – powiedział, ożywiając się. – Zawiadom techników i Jończyka. Dopilnuj wszystkiego, dopóki nie przyjadę.
Wykonała rozkazy szefa.
Następnie oznajmiła tancerzowi, żeby powiadomił ochroniarza, by nikogo nie wypuszczał z klubu. Trzeba było wszystkich spisać, nawet klientki. Zabójca mógł wciąż być w Afrodycie, choć miała co do tego wątpliwości. Basia musiała poczekać na ekipę, więc postanowiła na początek zrobić rozeznanie, czyli dowiedzieć się o tożsamości denata i kto oprócz tancerzy i barmana pracował w klubie.
Mężczyzna, który znalazł ciało, nazywał się Adrian Chmielewski. Był nie tylko tancerzem, ale i menedżerem klubu. Oznajmił Florczak, że denat to Daniel Jabłoński. Kiedy wszyscy byli przebrani i gotowi na drugi pokaz, zorientował się, że nie było Daniela. Poszedł do jego garderoby, a tam zobaczył go martwego. Wybiegł, by przekazać chłopakom, że występu nie będzie, i kazał przekazać didżejowi, aby przestał grać. Potem on sam poszedł do ochroniarza, by ten zamknął klub. Basia dowiedziała się od Chmielewskiego, że właścicielką Afrodyty była Małgorzata Świątczak. Nie zdążył powiadomić kierowniczki o zajściu, ale przypuszczał, że już się o tym dowiedziała.
Florczak postanowiła na razie opuścić zaplecze, by porozmawiać z koleżankami i szwagierką. Musiała ich powiadomić o nagłej sytuacji.
Kobiety były przerażone wiadomością o śmierci tancerza. Kiedy Basia oznajmiła dziewczynom, aby poszły do domu, nie protestowały. Florczak poprosiła ochroniarza, żeby je wypuścił. Wiedziała, że one nie dokonały zabójstwa, lecz napisała w swoim notesie ich nazwiska, by spisać je do wstępnego raportu. Musiała się trzymać procedur.
Kwadrans później wszyscy znaleźli się na miejscu zbrodni. Technicy zabezpieczali ślady, patolog badał ciało, a funkcjonariusze zaczęli spisywać klientki baru. Po zachowaniach kobiet stwierdziła, że one raczej nie zabiłyby Daniela Jabłońskiego. Cios w serce był bezbłędny; czuła, że za tym kryło się coś większego. Możliwe nawet, że zabójca od lat zajmował się przestępczością. Odgoniła jednak tę myśl na bok. To tylko jej nikłe domysły, na wstępne wiadomości musiała poczekać, aż patolog zbada ciało.
Komisarz Olszak i podkomisarz Jończyk znaleźli się w klubie pięć minut po przyjechaniu techników. Panowie trzymali w dłoniach papierowe kubki z kawą.
Niezła sukienka – powiedział na powitanie Tomasz, unosząc prawy kącik ust, i podał również koleżance napój.
Basia podziękowała Jończykowi za kawę, o którą poprosiła podkomisarza, gdy do niego dzwoniła, ignorując jego uwagę dotyczącą jej ubioru. Miała nadzieję, że dzięki kofeinie nieco się orzeźwi.
Popsuty wieczór, co? – rzekł sennie Olszak, spoglądając na swoją podwładną ze współczuciem. Jego czarne włosy były potargane, a w niebieskich oczach Florczak zauważyła zmęczenie. – Będziesz wstanie dalej poprowadzić przesłuchania czy mam cię wysłać do domu?

           – Nie trzeba – uśmiechnęła się, upijając spory łyk napoju. – Kawa postawi mnie na nogi. Zresztą, chyba jako jedyna z dziewczyn nie upiłam się aż tak bardzo. Mam twardą głowę.

           – W porządku, ale gdyś poczuła się źle, nie forsuj się i idź do domu – rzekł stanowczym głosem Andrzej.

            – Tak jest, szefie! – zasalutowała jak żołnierz. Chodźcie zobaczyć ciało – oznajmiała partnerom. Po drodze powiedziała, kim była ich ofiara i czym się zajmowała.
Technicy skończyli zabezpieczać ślady i przeszli do następnych pomieszczeń. W garderobie został jedynie Bartosz Długosz. Patolog zawsze ubierał się w eleganckie garnitury, ale tym razem miał na sobie sprane dżinsy, adidasy oraz białą koszulę. Basia domyśliła się, że i jego musiano wyrwać ze snu i, aby nie tracić czasu, wybrał z szafy pierwsze ubrania jakie wpadły mu w ręce. Długosz był dziwnym człowiekiem, ale precyzyjnie wykonywał swoją pracę. Florczak spotykała patologów, którzy bez piersiówki nie wchodzili do prosektorium, ale on na uspokojenie zawsze włączał muzykę klasyczną. Miał obsesję na punkcie opery.
Kto znalazł ciało? – zapytał Basię Olszak.
Adrian Chmielewski, menedżer tego klubu.
Ostatnio dość sporo tych menedżerów – westchnął bezradnie.
Florczak i Jończyk spojrzeli na siebie porozumiewawczo, uśmiechając się. Badając poprzednie sprawy, rzeczywiście, cały czas na nich natrafiali.
Wasz denat zmarł godzinę temu – odezwał się po chwili Długosz. – Nie znalazłem żadnych śladów walki ani naskórka pod paznokciami. Zabójca wiedział, co robi.
To by potwierdzało wstępne przeczucie Basi. Morderca musiał już mieć do czynienia ze światem przestępczym. Choć nie można było też wykluczyć, że osoba bez przeszłości kryminalnej mogła mieć po prostu szczęście.
Ale jest jeszcze coś, co może wam się przydać – dodał patolog. – Morderca prawą ręką przetrzymywał ofiarę, a lewą dźgnął.
Zabójca jest leworęczny? – zapytał dla pewności Jończyk.
Długosz przytaknął.
A narzędzie zbrodni? – spytała Basia.
Nóż o cienkim ostrzu albo scyzoryk. Dokładnie wam powiem po sekcji.
Dobra, trzeba zacząć od wstępnych przesłuchań – powiedział Olszak. – Tomek, Basia, zajmijcie się tancerzami, kelnerami, barmanem i ochroniarzami, niech funkcjonariusze wam pomogą. Ja odwiedzę właściciela klubu. Kim on jest?
To kobieta – sprecyzowała Basia. – Nazywa się Małgorzata Świątczak.
Wyszli z garderoby, zaczynając przesłuchania personelu. Zapowiadał się ciężki poranek.
___

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy