Ślady Tajemnic: Sprawa I: Rozdział 04


8 marca 2015r., niedziela
Kiedy państwo Jabłońscy opuścili biuro, Florczak i Olszak rozmyślali na temat ewentualnego motywu zbrodni.
Dlaczego Daniel wyznał barmanowi, że jest biseksualistą, skoro matka zarzekała się, że jest gejem? – zapytała pełna wątpliwości Basia.
Zdjęcia sugerują, że jednak interesował się kobietami – rzekł zamyślony Andrzej.
Ale spotykał się tylko z bogatymi kobietami – oznajmiła, przypominając sobie słowa Filipa. – Może oto tu chodzi. Barman mówił, że szykował się na duży przypływ gotówki. Że jeśli to wypali, nie będzie już tego robił.
I przez to mógł zginąć – zgodził się komisarz. Podszedł do tablicy i napisał pod zdjęciem denata: duża gotówka. – Pieniądze to jeden z głównych motywów. Teraz pytanie brzmi: O jaką gotówkę chodziło? – Komisarz zapisał dodatkowo w nawiasie znak zapytania.
Może pani Świątczak będzie wiedziała – podsunęła myśl Basia.
Olszak przytaknął. Florczak wiedziała, że będzie miał to na uwadze podczas jej przesłuchania. Jeśli kobieta źle przyjęła zerwanie, mogła dowiedzieć się z kim spotykał się Daniel. Pokłóciła się z mężczyzną, a przez to mogło dojść do nieszczęśliwego wypadku. Bo niby dlaczego na jej ubraniach znajdowała się krew tancerza?
~*~
W pokoju przesłuchań siedziała pani Świątczak. Basia obserwowała kobietę przez okno weneckie – była zdenerwowana. Zdawała sobie sprawę, że znajdowała się w poważnych kłopotach, dlatego też zdziwiło Florczak to, że przy jej boku nie siedział wynajęty przez jej ojca prawnik. Czyżby nie wiedział, że córka została zatrzymana?
Andrzej wszedł do pomieszczenia i usiadł naprzeciwko niej. Nie chciał niczego przedłużać, więc od razu przeszedł do rzeczy.
Dlaczego nas pani okłamała? – zapytał Andrzej, pokazując kobiecie zdjęcia z denatem. – Romans z młodszym mężczyzną nie jest przestępstwem.
Wstydziłam się tego – rzekła po pewnym czasie. – Za kilka drogich gadżetów kupiłam sobie odrobinę ciepła mężczyzny. Nie chciałam tego zakończyć, chciałam z nim być, lecz Daniel mnie odtrącił… pokłóciliśmy się. Nie powiedziałam o tym, bo bałam się, że będę podejrzana.
Tak pani myślała? – zapytał z nutką drwiny w głosie.
Z szuflady wyjął zapakowany w folę sweter. Świątczak zamarła, kiedy zauważyła własną rzecz na stole.
Technicy znaleźli to w śmietniku za klubem – oznajmił. – Kamera pokazuje panią, jak wrzuca sweter do kontenera. Widnieje na niej krew Jabłońskiego. Może nam pani wytłumaczyć, jak się tam znalazła? Świadek twierdzi, że miała go pani na sobie w noc, gdy zabito Daniela.
Kobieta uparcie milczała. Wiedziała jednak, że im dłużej będzie to robić, tym coraz bardziej się pogrąży.
Chciałam porozmawiać z nim, przekonać, żeby dał nam szanse. Kiedy weszłam do garderoby, myślałam, że tylko spał, więc objęłam Daniela, by go obudzić. Lecz nie poruszał się. Przeraziłam się i wybiegłam.
Basia prychnęła, gdy usłyszała wypowiedź kobiety. Jak mogła wtedy nie powiadomić wszystkich o zabójstwie? Przecież prędzej czy później i tak dowiedzieliby się, że miała romans z Danielem.
Wie pani z kim ostatnio spotykał się Daniel? – westchnął ociężale Olszak. Basia zauważyła, że komisarz również potępiał zachowanie właścicielki.
Mam pewne przypuszczenia, lecz nie jestem w stu procentach pewna, czy to rzeczywiście ona.
Olszak podsunął w jej stronę notes i długopis. To był też pretekst do tego, by dowiedzieć się, czy kobieta była leworęczna. Świątczak jednak złapała długopis do prawej ręki. Napisała na kartce imię i nazwisko prawdopodobnej kochanki Daniela. Tej, u której miał zdobyć duży przypływ gotówki.
A Daniel nigdy by z panią nie był  – oznajmił Olszak na koniec. – Był gejem. Sypiał z bogatymi kobietami, żeby tylko zarobić.
Andrzej opuścił pomieszczenie, zostawiając Świątczak całkowicie wyprowadzoną z równowagi. 

           Komisarz zerknął na kartkę, którą później wręczył Basi.
Elżbieta Spychała – przeczytała. Zaciekawiona spojrzała na Olszaka.
Coś mi mówi to nazwisko – powiedział, cały czas będąc zamyślony. Jakby próbował za wszelką cenę przypomnieć sobie, gdzie je usłyszał. – Poproszę Szymczyka, by sprawdził, czy była w tym czasie w klubie.
Nagle zadzwonił telefon Andrzeja. Spojrzał na wyświetlacz i powiedział Basi, że dzwoni Tomek. Odebrał połączenie i wysłuchał Jończyka z uwagą. Mina komisarza sugerowała, że wydarzyło się coś poważnego.
Po chwili zakończył rozmowę.
Paweł Kwiatkowski, tancerz, z którym wcześniej rozmawiał Tomek, został rany w brzuch – oznajmił. – Ktoś go zaatakował w mieszkaniu.
~*~
Pół godziny później znaleźli się przy ulicy Mikołowskiej. Na miejscu znaleźli się także technicy, którzy zabezpieczali ślady w mieszkaniu Pawła Kwiatkowskiego. Jończyk był cały roztrzęsiony, nawet nie zauważył, że miał jeszcze na rękach krew tancerza. Basia wyjęła chusteczkę z kieszeni i podała mu ją. Wytarł dłonie z czerwonej mazi, po czym opowiedział partnerom o całej sytuacji.
Kiedy był u informatyków, niespodziewanie zadzwonił do niego Paweł Kwiatkowski. Jończyk, jak wcześniej wspomniał, podejrzewał, że coś przed nim ukrywał, więc podał mu swój numer telefonu. I nie pomylił się. Mężczyzna jednak nie chciał niczego mówić przez komórkę – chciał powiedzieć policjantowi co widział tamtego wieczora osobiście. Nim jednak cokolwiek wyznał, podkomisarz znalazł go krwawiącego na podłodze. Zanim stracił przytomność, powiedział Jończykowi, że wie kto zabił Daniela. Niestety nie zdążył podać nazwiska mordercy.
Policjanci postanowili, że poczekają na wiadomość o stanie zdrowia Kwiatkowskiego na komisariacie. Olszak w międzyczasie przedzwonił do Szymczyka, by ten sprawdził na liście spisanych klientek nazwisko kobiety podane przez Świątczak.
Wkrótce zadzwonił telefon. Tomek nie chciał odebrać, więc uczyniła to Basia. Wysłuchała lekarza uważnie, a po chwili odłożyła słuchawkę.
Operacja się udała, lecz jest w ciężkim stanie. Najbliższe godziny będą najważniejsze.
Jończyk odetchnął z ulgą, ale Florczak i tak wiedziała, że miał do siebie o to wyrzuty sumienia.
Gdybym przyjechał wcześniej…
Posłuchaj, Tomek – przerwała mu. – Zabójstwo Daniela dokonano tuż pod moim nosem. Czy się za to winę? Nie, ponieważ nie przewidziałam tego. Ty także nie. Uratowałeś mu życie i to się liczy.
Basia ma rację – dodał Andrzej. – Nie możesz się obwiniać za to, że wcześniej tancerz nie chciał nic ci powiedzieć.
Podkomisarz kiwnął głową, po czym przetarł twarz dłońmi. Florczak wiedziała, że w głębi duszy i tak będzie miał do siebie wyrzuty sumienia za to co się stało. Przecież gdyby wszystko wydarzyło się o parę godzin wcześniej, Tomek mógłby spotkać mordercę w mieszkaniu lub tancerz powiedziałby nazwisko człowieka, którego podejrzewał o zbrodnie.
Dzisiaj już nic nie zdołamy zrobić – oznajmił po chwili Olszak. – Jedźcie do domu, odpocznijcie. W szczególności ty, Tomek. Jutro pomyślimy co dalej w sprawie.
~*~
Basia wyszła z biura jako ostatnia z ich trójki. Chciała uporządkować wszystkie papiery, by jutro nie mieć żadnego bałaganu. Spojrzała na zegarek – była za dziesięć ósma. Zrobiło się chłodno, wiał wiatr, więc zasunęła kurtkę pod samą szyję.
Chciała zadzwonić do Roberta, spytać się, czy też miał wolny wieczór, ale zauważyła go przy samochodzie Andrzeja. Rozmawiali, a po chwili komisarz spojrzał na Basię. Robert odwrócił się i posłał w jej stronę szeroki uśmiech. Pożegnał się z ojcem, by chwilę potem znaleźć się obok niej.
Głodna?
Strasznie – uśmiechnęła się. Dzisiaj w ogóle zapomniała o jedzeniu, zjadła tylko porcję słonych paluszków i wypiła dwie kawy.
Mieszkam niedaleko, więc zrobię nam pyszną kolację i pogadamy.
Brzmi niesamowicie.
Robert rzeczywiście mieszkał niedaleko komisariatu. Blok znajdował się parę ulic dalej, w pobliżu znajdowała się szkoła średnia imienia Mikołaja Kopernika.
Mieszkanie mężczyzny było skromnie urządzone, ponieważ wprowadził się tutaj niedawno. Kuchnia była połączona z pokojem, w którym znajdowała się tylko mała komoda i materac, nic więcej. Robert oznajmił, że wcześniejsze meble nie nadawały się do użytku, więc wyniósł je wraz z ojcem. Na zakup nowych jak na razie nie miał czasu. Basia ucieszyła się, że chociaż w kuchni znajdował się stół ze czterema krzesłami po bokach. Przynajmniej wiedziała, gdzie ma usiąść.
Chciała pomóc mężczyźnie przy daniu, lecz Robert kazał jej siedzieć i pić herbatę, którą zrobił od razu, kiedy weszli do mieszkania. Basia z wielkim zainteresowaniem przyglądała się mu, jak buszował po kuchni – widok mężczyzny robiącego kolację był bezcenne.
Niebawem na stole znalazły się dwa talerze z tradycyjną śląską potrawą – roladą. Basia od razu chwyciła za widelec i nóż. Przez chwilę delektowała się daniem.
Smakuje?
Tak, jest pyszne – uśmiechnęła się. – Skąd u ciebie taka pasja do gotowania?
Od dziecka lubiłem spędzać w kuchni. Nawet zastanawiałem się, czy nie iść do szkoły gastronomicznej, ale wiedziałem, że to tylko moje hobby.
Mogę cię o coś spytać? – odezwała się po krótkiej ciszy. Robert przytaknął, upijając łyk herbaty. – Dlaczego poszedłeś w ślady ojca i zostałeś policjantem?
Przez chwilę Robert milczał, uśmiechając się do niej szeroko. Basia przyłapała się na tym, że lubiła moment, kiedy się uśmiechał.
Chcesz usłyszeć najpierw krótszą wersję czy może jednak dłuższą, z odrobiną filozofii, którą dołożyłem?
Basia przymrużyła oczy, udając, że się zastanawia. Od początku wiedziała, że chce usłyszeć tę dłuższą.
Wybieram drugą opcję – odparła radośnie.
Dobrze – przytaknął. – Bo widzisz, policjant, który prowadzi śledztwo, jest konsystencją postawy właściwego rodzaju ludzkiemu. Jeśli chcesz coś zrozumieć, w jakiejkolwiek dziedzinie, musisz najpierw przeprowadzić dochodzenie. Policjant to ktoś, dla kogo prawda stanowi wartość najwyższą. Czasami ryzykuje własne życie.
Robert zamilkł, a na jego twarzy pojawił się cień smutku. Basia domyśliła się, że to z pewnością złe wspomnienia z Łodzi. To, że o mały włos nie stracił życia.
Ładnie powiedziane – rzekła, lekko unosząc kąciki ust. Nie chciała poruszać drażliwego tematu Roberta. Wiedziała, że jeśli będzie gotowy powiedzieć o tym wydarzeniu, to po prostu jej powie. Zresztą, ledwo się znali – jedna spontaniczna noc niczego nie zmieni. Chciała to uszanować.
Masz ochotę na wino? – spytał się, gdy położył puste talerze do zlewu.
Tak, poproszę. Kolacja była pyszna, dziękuję – dodała, uśmiechając się lekko.
Nie ma za co – rzekł, wyjmując z górnej szafki kieliszki, a z lodówki czerwone wino. – A jak to było z tobą? – zapytał po chwili, podając Basi trunek do ręki. Robert usiadł po jej prawej stronie, od razu poczuła, że się czerwieni. – Dlaczego zostałaś policjantką?
Opowiem ci, lecz ty jeszcze nie powiedziałeś mi tej krótszej wersji historii – powiedziała, a Robert zaśmiał się głośno.
Po prostu, mój ojciec nim jest – oznajmił. Basia nie mogła się powstrzymać i spojrzała na niego krzywo. Liczyła na jakąś inną opowieść. – Rodzina Olszaków ma to we krwi, by być policjantami.
Faktycznie – powiedziała, przypominając sobie, że na ścianie upamiętniających zmarłych policjantów znajdowało się zdjęcie dziadka Roberta, komisarza Grzegorza Olszaka. Z tego co słyszała, zginął podczas strzelaniny.
Twoja kolej – rzekł, upijając łyk wina. Jego uśmiech wciąż nie schodził z twarzy.
  Dorastałam z dwoma starszymi braci i ojcem alkoholikiem – zaczęła opowiadać. – Byłam silna przez wzgląd na moją mamę. Po pijaku ojciec tracił kontrolę, bił ją, więc… Nie chciałam nic nie robić, patrzeć na to z obojętnością, dlatego razem z Darkiem i Krystianem próbowaliśmy przekonać ojca do leczenia. Nie dało to jednak żadnych efektów. Pewnego razu wsiadł do samochodu i rozbił się o drzewo. Zginął na miejscu. Zostałam policjantką, żeby zamykać tych, którzy nie myślą racjonalnie i powodują, że niektórzy przez nich cierpią.
Basia nie sądziła, że otworzy się przed Robertem. Wyjawiła prawdę o ojcu, myśląc, że poczuje się gorzej, ale nic takiego się nie wydarzyło – poczuła ulgę na sercu.
Rozmawiałem z ojcem o nas – odezwał się po krótkim czasie, chcąc zmienić temat. Basia spojrzała na niego zaciekawiona. – Chciałaś, żebym to ja powiedział mu o tym, co było między nami, więc to zrobiłem.
Dziękuję – westchnęła. – Jak zareagował?
W pierwszej chwili był zaskoczony, ale potem wyluzował. Powiedział tylko, żebym cię nie skrzywdził, bo jesteś dobrą dziewczyną – odparł, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. – I nie mylił się, rzeczywiście jesteś… niesamowita – dodał. Basia dostrzegła w jego niebieskich tęczówkach radosne ogniki.
Wkrótce Robert ujął jej dłoń w swoją, poczuła na ciele przyjemne dreszcze, tak dobrze jej znane, że nie potrafiła powstrzymać się od westchnięcia. Mężczyzna zbliżył się do niej, ich usta dzieliły milimetr od pocałunku. Czuła, jak jego oddech łączył się z jej oddechem. Jak jego dłoń dotyka jej czerwonego policzka.
           Musnęła lekko wargi mężczyzny.
Jesteś tego pewna? – zapytał cicho.
To zależy od ciebie.
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, Robert pocałował ją zachłannie.
___

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy