Ślady Tajemnic: Sprawa I: Rozdział 06

9 marca 2015r., poniedziałek
     Elżbieta Spychała mieszkała na Podlesiu - jednej z południowych dzielnic Katowic, gdzie znajdowały się domy jednorodzinne. Niedaleko też mieszkał brat Basi.
     Florczak uśmiechnęła się lekko, gdy w ciszy omijali zabudowania, bez żadnego hałasu na drogach. Od razu wróciła pamięcią do czasów, kiedy mieszkała jeszcze w Końskich. Dziesięć kilometrów od miasta znajdowała się mała wieś, gdzie wychowywał się jej ojciec. Artur Florczak był najmłodszy z trójki rodzeństwa – ciotka Anna mieszkała w Niemczech, a wuj Krzysztof w Warszawie, więc dom został całkowicie przepisany na niego. Basia wraz z braćmi przyjeżdżali tam każdego lata. Wciąż pamiętała to rześkie powietrze, kołyszące się drzewa, które otaczały dom, a nawet dźwięk maszyny, który ciął drewna z pobliskiego tartaku. Uwielbiała przyjeżdżać tam na wakacje, wtedy miała najlepsze wspomnienia z ojcem.
     Pamiętała, jak zabierał ją zawsze na grzyby, jagody czy jeżyny. Jak pomagała mu ciąć drewno na opał lub ogniska, na których znajdowała się cała jej rodzina, wówczas wszyscy wydawali jej się tacy szczęśliwi. Basia kochała swojego ojca i nie wstydziła się, mówiąc, że była jego oczkiem w głowie.
     Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy jej ojciec popadł w alkoholizm. Pracował jako patolog, więc zawsze nosił do prosektorium piersiówkę. Z biegiem lat to już mu nie wystarczało – zaczął pić częściej. Basia nie umiała patrzeć, jak ojciec staczał się na dno. Chciała mu pomóc, lecz on stawał się coraz to bardziej agresywny. Przestała być już jego oczkiem w głowie i to zabolało ją najbardziej. Kiedy umarł, nie uroniła żadnej łzy na pogrzebie. Trzymała się twardo, by wysłuchiwać od osób kondolencje, w których wychwyciła tyle fałszywych zdań – przecież jej ojciec nie był porządnym człowiekiem, omal przez niego nie zginęła kobieta. Dopiero gdy minęło kilka dni od pogrzebu, zdała sobie sprawę, jak bardzo brakowało jej rodziciela, pomimo tego jaki był. Starała się nie myśleć o jego złych uczynkach, wspominała te najlepsze i wtedy rozpłakała się na dobre.
     – Jesteśmy na miejscu – wyrwał ją z rozmyśleń głos Olszaka. 
     Basia zorientowała się, że po jej policzku spłynęła łza, kiedy nawiedziły ją wspomnienia o ojcu. Szybko starła łzę, żeby Andrzej i Tomek nie spostrzegli jej smutku. Wyszła z auta i zobaczyła przed sobą dużą posiadłość państwa Spychałów. 
     Budynek został wykonany z marmuru, pomalowany jasnym beżem i wyłożony ciemnobrązowymi dachówkami. Po lewej stronie Basia zauważyła ogródek, który powoli budził się z zimowego snu. Stała też tam fontanna w kształcie małego anioła, a wokół niego znajdowała się ścieżka wyłożona jasnymi kostkami, prowadząca aż do głównego wejścia do domu. Wyobraziła sobie, jak pięknie musiało tutaj wyglądać, gdy była wiosna bądź lato. Cała posiadłość została otoczona płotem z kutego żelaza.
     Zza domu wybiegł owczarek niemiecki, który zaczął skakać po ogrodzeniu i szczekać na nieznajomych. Olszak chciał zadzwonić na domofon, lecz właścicielka posiadłości wyszła na zewnątrz i przywołała do siebie psa. Elżbieta Spychała miała kręcone do ramion blond włosy, a ubrana była w jasnoniebieską spódnicę, beżową bluzkę i biały sweter.
     – Kim państwo są? – zapytała głośno, bo zwierze wciąż szczekało.
    – Jesteśmy z policji – zawołał Olszak, pokazując jej odznakę. – Chcemy porozmawiać o tym zdarzeniu, który miało miejsce w niedzielę.
     – W porządku, tylko zamknę Nerona – oznajmiła, po czym zniknęła za dom.
     Wróciła bez swojego psa i otworzyła policjantom furtkę. Zaprosiła ich do środka, od razu kierując ich do salonu. Pomieszczenie zostało wyłożone ciemnymi panelami, a na jednej z beżowych ścianach znajdowały się obrazy, które przedstawiały krajobrazy z różnych stron świata. Tuż obok znajdowała się brązowa kanapa, dwa fotele i szklany stolik. Naprzeciwko stał duży telewizor, a po bokach dwie małe komody. 
     Basia znalazła na szafkach tylko dwa zdjęcia małżonków. Jedno było zrobione podczas ślubu, a drugie na jakiejś wycieczce, możliwie, że na miesiącu miodowym. Jan Spychała wyglądał na mężczyznę, który doganiał pięćdziesiątkę. Zauważyła liczne zmarszczki na czole, jak i pod oczami, miał siwe włosy oraz jasnoniebieskie oczy. Był starszy niż sobie to z początku wyobrażała, bo pani Spychała była jakieś dziesięć lat od niego młodsza. Domyślała się, dlaczego kobieta wdała się w romans z młodszym mężczyzną. Wychodziło na to, że pan prokurator już jej nie wystarczał.
     Kiedy kobieta zaparzyła im herbatę, w końcu mogli porozmawiać o sprawie, która była dla nich istotna.
     – Byłam w tym klubie tylko raz – zaczęła opowiadać. Basia z ledwością powstrzymała się od westchnięcia. Pierwsze zdanie, a już kłamała. – Tego dnia aresztowano mojego męża, więc chciałam trochę odreagować. Nie spodziewałam się, że może wydarzyć się coś tak potwornego. Proszę mi wierzyć, ten dzień i tak już był dla mnie trudny.
     – Ale znała pani Daniela? – zapytał Olszak.
     – Nie, mówię, że byłam w tym klubie tylko raz.
     – Proszę pani, tu chodzi o zabójstwo – powiedziała stanowczo Basia. – Musi pani z nami współpracować.
     Kobieta uparcie milczała. Zegar tykał.
     – Proszę nam powiedzieć co łączyło panią z Danielem – odezwał się po krótkiej ciszy Tomek. – Nie komplikujmy tej całej sytuacji, już i tak jest wystarczająco zawiła.
     Elżbieta Spychała spojrzała na policjantów lekko zdezorientowana. Zdawała sobie pewnie sprawę, że im dłużej milczała, tym coraz gorzej na tym wychodziła.
     – W porządku, miałam z nim romans – przyznała w końcu, po czym westchnęła głośno. – Mojego męża nie ma w ogóle w domu, tylko ta praca. Czułam się samotna – powiedziała, jakby te wszystkie słowa miały usprawiedliwić jej zdradę.
     – A czy Daniel szantażował panią jakimiś krępującymi zdjęciami? – zapytał komisarz. 
     – Nie, nic podobnego.
     – A wiedziała pani, czy mąż miał jakieś kłopoty tuż przed aresztowaniem? Czy dziwnie się zachowywał?
     – Nic mi nie mówił, zachowywał się normalnie. Jeśli chodzi o pracę, w tej kwestii zawsze milczał. Sądzę jednak, że został niesłusznie oskarżony. Mąż był jednym z najlepszych prokuratorów. Ktoś musiał go wrobić.
~*~
     W drodze na komisariat postanowili, że porozmawiają z Michałem Brollem o sprawie, nad którą pracował Jan Spychała. Musieli się bliżej temu przyjrzeć, bo coraz bardziej to dochodzenie schodziło na kręte ścieżki. Tajemnica za tajemnicą. Broll oznajmił przez telefon, że miał teraz rozprawę w sądzie, więc będzie na komisariacie za godzinę lub dwie. W tym czasie mieli zamiar przesłuchać raz jeszcze Filipa Sobczyka. Mieli nadzieję, że Daniel powiedział coś mężczyźnie, lecz Basia gdzieś w głębi duszy czuła, że barman jednak o niczym nie wiedział. Dla pewności musieli jednak z nim porozmawiać. Jej przeczucia na nic się nie zdawały, trzeba jasnych dowodów.
     W biurze czekał na nich Sobczyk, który siedział na krześle obok biurka Basi, trzymając w ręku plastikowy kubek z wodą. Jak tylko weszli, mężczyzna wstał i spojrzał od razu na panią podkomisarz. Przywitała się z barmanem i przedstawiła swoich kolegów.
     – Mamy do pana jeszcze kilka pytań – powiedziała, a Filip kiwnął głową i usiadł z powrotem na krześle. Basia zajęła swoje miejsce. – Z bilingów telefonicznych Daniela wynika, że dzwonił do pana dwa dni przed śmiercią. Zanim wykonał połączenie, wysłał wiadomość na nieznany numer, który odpisał mu dość niepokojącą odpowiedź. 
     Olszak podał Sobczykowi dokument, by przeczytał obie wiadomości. Westchnął, lekko marszcząc dłonią brew, gdy tylko je przeczytał. Był całkowicie zaskoczony.
     – Daniel dzwonił do mnie w piątek wieczór, lecz nic nie wspominał, że ma jakieś kłopoty – odparł smutno. – Pytał, czy może do mnie wpaść. Zgodziłem się, więc przyjechał jakąś godzinę później po tej rozmowie.
     – A jak się spotkaliście, to wydawał się czymś zmartwionym? – zapytał go Tomek.
     – Nie – zaprzeczył. – Tryskał radością. Miałem przed sobą typowego Daniela.
     Filip oparł łokcie na biurku i dłoniom przeczesał swoje włosy.
     – Wszystko w porządku? – spytała Basia. Filip potrząsnął głową.
     – Dlaczego nie powiedział mi, że ma jakieś kłopoty? Myślałem, że mi ufa, że jesteśmy… – urwał, zapewne nie chcąc wgłębiać się bardziej w relacje, jakie łączyły go z Danielem.
     – Posłuchaj – powiedziała Basia, łapiąc mężczyznę za rękę. Filip spojrzał na nią lekko zdezorientowany. – Może nie chciał, byś został w to wszystko wplątany. Chciał cię chronić. Musisz to też wziąć pod uwagę.
     Sobczyk kiwnął lekko głową i cofnął rękę. Podziękowali barmanowi za rozmowę, a Basia oznajmiła, że go odprowadzi.
     – Niech mi pani obieca, że złapiecie tego sukinsyna, który mu to zrobił – odezwał się Filip, kiedy znaleźli się przy wyjściu z komisariatu. – Proszę.
     – Tego nie mogę ci obiecać, lecz zrobię wszystko, by ten gnojek znalazł się za kratkami. Sądzę, że jesteśmy blisko rozwiązania. Musimy mieć jednak dowody.
     – A Paweł? – zapytał się. – Czy on miał coś z tym wspólnego?
     – Raczej nie, ale prawdopodobnie widział zabójcę, gdy wychodził ze swojej garderoby, dlatego został zaatakowany. Mamy nadzieję, że za niedługo się obudzi i wszystko opowie. Posłuchaj – dodała jeszcze, zatrzymując barmana. – Gdybyś chciał z kimś porozmawiać, to… – urwała, wyjmując z kieszeni kurtki swoją wizytówkę. – Zadzwoń. – Filip wziął kartkę z jej numerem i uśmiechnął się. – Mogę nie zawsze odebrać, widzisz jaką mam pracę, ale oddzwonię – zapewniła go.
     – Dziękuję – odparł, po czym wyszedł.
     Kiedy zjawiła się na piątym piętrze, zauważyła na korytarzu Roberta. Uśmiechnęli się do siebie, po czym podeszła do niego bliżej. Wspomnienia z ich upojnej noc sprawiło, że miała ochotę pocałować go przy wszystkich, lecz powstrzymała się w ostatnim momencie. Nie mogła na to poradzić, że wciąż czuła jego dotyk na skórze, jak jego wargi błądziły po jej nagim ciele. Nigdy jeszcze nie doznała takich dreszczy, przy nim czuła się całkowicie odprężona i bezpieczna.
     – Dobrze, że cię tutaj spotkałem. Nie chciałbym ci zrobić wstydu, gdybym wszedł do waszego biura i poprosił cię o klucze od mojego mieszania – uśmiechnął się szeroko, wyciągając dłoń przed siebie.
     – Skąd taka pewność, czy zrobiłbyś mi wstyd? – zapytała wesoło, zwracając jego rzecz.
     – Zakładam, że nie masz teraz wolnego czasu.
     – Niestety nie – powiedziała smutno. – Twoja sprawa się rozwiązała?
     – Tak, gwałciciel schwytany.
     Po chwili zjawił się obok nich prokurator Broll, który przywitał się z policjantami. Lekko dyszał, więc musiał mieć dzisiaj naprawdę pracowity dzień. Michał był trzydziestosiedmioletnim mężczyzną o jasnych włosach i brązowych oczach. Miał na sobie szary garnitur oraz białą koszulę. W jednej dłoni trzymał czarny neseser, a w drugiej dokumenty.
     – Przyniosłem z sądu akta Rudego, by was zaznajomić w sprawę jaką prowadził Jan Spychała – uśmiechnął się Michał w stronę Florczak.
     – Ten tancerz miał coś wspólnego z tym zatrzymanym prokuratorem? – zdziwił się Robert.
     – Prawdopodobnie tak – oznajmiła. – Nie wiemy tylko pod jakim kątem został w to wszystko wmieszany.
     – To was nie zatrzymuje, pewnie macie sporo pracy – powiedział, po czym pożegnał się. Robert szepnął jeszcze do ucha Basi: – Zadzwoń.
     – Coś jest miedzy wami, że tak szepczecie sobie do ucha? – zapytał Broll, nie kryjąc przy tym cwanego uśmiechu. Florczak zignorowała pytanie Michała i zaczęła kierować się do biura. – Milczysz, więc z pewnością tak – zaśmiał się.
     Westchnęła głęboko, kiedy go usłyszała. Nie zdziwiło ją to, że tak reagował na związki, bo sam był mężem Anny i ojcem dwuletniej Amelki, i raz miała okazję widzieć ich razem. Uśmiech sam pojawiał się na twarzy, gdy widziało się tak szczęśliwą rodzinę.
     Basia czasami zazdrościła mężczyźnie, że posiadał rodzinę, lecz nie mogła na to poradzić, że nie chciała wychodzić za mąż. Bycie policjantem wiązało się z ryzykiem i nie wszystko kończyło się szczęśliwie. Dlatego miała nadzieję, że Robert traktował ich znajomość tylko pod względem fizycznym, nic więcej.
     Kiedy zjawili się w biurze, Michał zaczął opowiadać im o sprawie, nad którą pracował Jan Spychała.
___ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy