6 sierpnia 2017

Kiedy Wzejdzie Słońce 19. Isabelle Town: Hogsmeade

Isabelle nigdy nie lubiła odwiedzin Hogsmeade – jak dla niej, za duży tłok – ale Rose namówiła ją, by zrobiła w tym roku wyjątek i poszła do wioski, aby mogły w końcu odetchnąć po stresujących zajęciach. Słowa Weasley przekonały Town do wyjścia, gdyż obiecała sobie, że poprawi relacje z przyjaciółką.
Miała jedynie kłopot z Albusem, bo nie powiedziała jeszcze chłopakowi, co do niego czuje. Na szczęście Rose nie naciskała na nią, aby w końcu to zrobiła. Weasley wyraziła własną opinię i teraz od Isabelle zależy, czy da Potterowi szansę. A Isabelle postanowiła milczeć. Chciała najpierw oswoić się z myślą, że się zakochała – utwierdzić się, co czuje, zanim odda Albusowi swoje serce.
Isabelle  zauważyła, jak za oknem zbierały się ciemne chmury, więc nałożyła na siebie czarny, wełniany sweter, który dostała rok temu od cioci Mirandy na święta. Do jej nozdrzy docierał zapach konwaliowego płynu do płukania używany przez hogwarckie skrzaty.
– Gotowa? – usłyszała za sobą głos Rose.
Town odwróciła się do przyjaciółki, która wyszła z łazienki ubrana w dżinsowe spodnie oraz czerwony sweter, zrobiony przez jej babcię Molly.
Weasley tryskała energią. Nie mogła się już doczekać, kiedy pójdą do wioski – przez cały tydzień nauki mówiła tylko o zakupach w Hogsmeade. Czasami Isabelle miała dość jej trajkotania, lecz była cierpliwa i słuchała radosny dźwięk głosu przyjaciółki. Przynajmniej w ten sposób Rose nie myślała o Scorpiusie.
– Rosie, ja nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby…
– Nie! Tylko mi się teraz nie wymiguj, Izzie! Idziemy do Hogsmeade! Pochodzimy po sklepach, odwiedzimy Miodowe Królestwo i kupimy sobie mnóstwo czekolady, a to jest najlepsze lekarstwo na rozterki. A potem pójdziemy na kremowe piwo do Trzech Mioteł i pobędziemy z chłopakami. Zobaczysz, będzie super!
Town westchnęła głęboko, kiwając głową. Rose uśmiechnęła się szeroko, klaskając z ekscytacją w dłonie, po czym wzięła przyjaciółkę pod ramię i wyszły z dormitorium.
W pokoju wspólnym panował hałas. Wielu uczniów przygotowywało się do wyjścia, a trzecioklasiści przekrzykiwali się wzajemnie – nie mogli się doczekać pierwszego wyjścia do Hogsmeade. Jedynie uczniowie z młodszych klas siedzieli smętnie w kątach, zazdroszcząc innym wizyty w wiosce. Prawdę mówiąc, Isabelle czuła się odwrotnie – wolałaby zostać w ciepłych murach zamku.
Po chwili Gryfonki zauważyły Davida, który podszedł do nich z uśmiechem na ustach.
– Lepiej stąd zmykajmy, zanim zbierze się więcej osób – powiedział Sandler, bowiem od razu zauważył niezadowolenie na twarzy Town, spowodowane przebywaniem w tak zatłoczonym miejscu.
Jak on dobrze mnie zna! – pomyślała Isabelle.
– A gdzie Albus? Nie idzie z nami? – zapytała Rose.
– Musiał pilnie udać się do profesora Longbottoma. Powiedział, że do nas dołączy.
Isabelle zauważyła, jak jej przyjaciółka badawczo obserwuje Davida, ale chłopak w ogóle się tym nie przejął. Wzruszył jedynie ramionami i zaczął kierować się do wyjścia. Nie mając wyboru, podążyły za nim.
– Nie podoba mi się to – powiedziała cicho niezadowolona Rose do Isabelle. – Dlaczego Albus nic nam nie mówi? Po co on zostaje u Longbottoma po lekcjach, skoro ma dobre oceny?
– Nie wiem, Rosie. – Wzruszyła ramionami Town. – Może prowadzi jakąś sprawę, o której nie może nam powiedzieć? Może chodzi o te straszne ataki na mugolskie miasta?
– Może… – rzekła smętnie Weasley.
Isabelle, nie wiedząc, co odpowiedzieć, poklepała przyjaciółkę w ramię, chcąc dodać jej otuchy.
Town musiała przyznać się przed samą sobą, że niepokoiła się tymi strasznymi wydarzeniami. Atak na mugolskie metro, zamieszki na ulicy Pokątnej, a teraz dwa podobne do siebie zabójstwa. Czy te zdarzenia miały coś ze sobą wspólnego, szczególnie jeśli działy się mniej więcej w tych samych odstępach czasowych? Od czasów Voldemorta nie było aż tak licznych morderstw w jednym roku, więc dziewczyna bardzo się tym przejęła – w szczególności dlatego, że jej ojciec mieszkał sam. Choć rodzice Davida mieli na niego oko i odwiedzali mężczyznę od czasu do czasu, to jednak martwiła się, że coś może mu się stać.
Oprócz tego Prorok Codzienny napisał, że ostatnio pojawiały się także dziwne poddania się poszukiwanych listami gończymi czarnoksiężników, jak również śmierciożerców, którzy kryli się od czasów Drugiej Bitwie o Hogwart. Rzecznik prasowy Kwatery Głównej Aurorów Elias Gibbins oświadczył, że na chwilę obecną trwają ustalenia, co powoduje, że zbiedzy samowolnie przyznają się do popełnionych przestępstw.
Isabelle odtrąciła niechciane myśli na bok, bo zauważyła, jak do ich grupki dołączyła Molly – kuzynka Rose i Albusa. Jako nieliczna zerwała z rodzinną tradycją trafiania przez Weasleyów do Gryffindoru i została przydzielona do Ravenclawu. Była w piątej klasie i w tym roku pisała SUMY. Obok Molly stała jej przyjaciółka, niska dziewczyna o ciemnej karnacji i nieco krągłych kształtach. Isabelle za nic świecie nie mogła sobie przypomnieć, jak miała na imię. Wiedziała, że było ono niezwykłe, rzadko spotykane, dlatego Krukonka poprosiła, by zwracano się do niej z drugiego imienia. Oczywiście Town również go nie znała – poczuła się w tym momencie głupio.
Wkrótce dołączyła do nich żwawo Maia Jones, którą Isabelle rozpoznała z kółka prasowego. Town dowiedziała się od Rose, że dziewczyna dzieliła z Molly dormitorium, ale nie była z nią aż tak zżyta, jak ze swoją czarnoskórą przyjaciółką – preferowała towarzystwo chłopaków. Od pierwszej klasy zaprzyjaźniła się ze Scottem Andersonem, który razem z nią zapisał się do kółka. Wielu zastanawiało się, czy Maia i Scott byli razem, ale obydwoje zaprzeczali pogłoskom.
– Cześć dziewczyny! I chłopaku – dodała z uśmiechem Jones, kiedy zauważyła Davida stojącego obok dziewczyn.
Isabelle odniosła wrażenie, że jej kuzyn poczuł się lekko zdezorientowany, znajdując się w towarzystwie samych dziewczyn.
– Słuchaj, ja w zasadzie to do ciebie, Vioriko – zwróciła się Maia do ciemnoskórej dziewczyny.
Krukonka na dźwięk swojego imienia skrzywiła się, posyłając w stronę Jones zabójcze spojrzenie.
– Nie mów tak do mnie! – oburzyła się. – Mam na imię Meredith!
I teraz wszystko było jasne. Isabelle poznała imiona przyjaciółki Molly. Meredith, Meredith, powtarzała sobie w kółko w myślach, żeby je w końcu zapamiętać. Wolała nie zwracać się do niej pierwszym imieniem, bo teraz wiedziała, jak ta  reaguje na jego dźwięk.
– Będę się tak do ciebie zwracać, kiedy ty przestaniesz wszystkim mówić, że Scott to mój chłopak. Przyjaźnimy się, czy to tak trudno zrozumieć?!
– Dobra, dobra, nie złość się tak – westchnęła Meredith. – Co to za sprawa, Maiu? – odezwała się po chwili, tym razem o wiele łagodniej.
– A bo tak pomyślałam, że może na tę Noc Duchów mogłabyś…
Isabelle dalej nie zawracała sobie głowy słowami Jones, gdyż zauważyła, jak do ich grupki podążał Albus. Chłopak miał na sobie granatowe, sztruksowe spodnie i czarną, skórzaną kurtkę, a na prawym ramieniu trzymał niebieski plecak. Potter uśmiechnął się do przyjaciół, choć Town odniosła wrażenie, jakby jego uśmiech zwrócony był tylko i wyłącznie do niej. Na Merlina, Izzie, co z tobą? – spiorunowała swoje myśli. Gdy spoglądała w piękne, zielone oczy Gryfona, czuła, jakby imadło ścisnęło jej serce.
– Gdzieś ty się, do cholery, podziewał?!
Isabelle oprzytomniała; czar prysł, kiedy usłyszała donośny głos Rose, która patrzyła na kuzyna z wściekłością. Zauważyła jednak, że Potter w ogóle nie przejął się wrzaskami Weasley; uśmiechnął się do niej uroczo, przekrzywiając delikatnie głowę w lewą stronę. Town uwielbiała, jak chłopak wykonywał ten gest – poczuła w środku ciepło, które rozprzestrzeniło się po całym jej ciele.
– Wiesz, co to jest punktualność?! – Rose nie miała zamiaru odpuścić Albusowi za nic świecie. – Mieliśmy się w czwórkę spotkać tutaj o godzinie drugiej, a jest już prawie dwadzieścia po! Myślałam, że tobie akurat nic nie umyka i pamiętasz o wszystkim!
– Moja pamięć jest potężną fortecą, żadna myśl nie może z niej uciec. Ale gdy zaczynasz przynudzać, sam je uwalniam dla własnego dobra – odprysnął się Albus, patrząc na Rose z wielkim uśmiechem na twarzy.
– Bardzo śmieszne – bąknęła Weasley. – Niby co miałeś tak ważnego do załatwienia u wujka, skoro jest sobota, co?
Albus pokręcił bezradnie głową. Isabelle zauważyła, że chłopak szukał w swojej fortecy jakiejś wymówki, żeby Rose dała mu święty spokój. Lecz im usilniej to robił, na jego twarzy pojawiło się niezadowolenie.
– Rosie, daj spokój, lepiej ruszajmy, zanim nie zmienię zdania – odezwała się Isabelle. – Molly i reszta są już w powozie.
Weasley spojrzała podejrzliwie na nią, a to na Albusa i Davida, przymykając lekko oczy. Po chwili westchnęła ociężale, po czym kiwnęła głową i pomaszerowała w stronę ostatniego powozu.
Town uśmiechnęła się, kiedy zauważyła testrala. Przypomniała sobie, kiedy Potter obiecał jej, że kiedyś zaprowadzi ją do lasu, żeby zobaczyć z bliska całe stada tych niezwykłych zwierząt. Miała nadzieję, że chłopak wciąż o tym pamiętał.
– Dziękuję – powiedział cicho do jej ucha Albus. Złapał dłoń Isabelle, pomagając jej wejść na powóz, i sam potem usiadł obok dziewczyny.
Town poczuła przyjemne dreszcze rozchodzące się po całym jej ciele, gdy ich dłonie się splotły. Potter chciał cofnąć rękę, ale Isabelle nie pozwoliła jego palcom wyswobodzić się z jej uścisku. Albus spojrzał na dziewczynę z uśmiechem, a na twarzy Isabelle pojawiły się szkarłatne rumieńce.
Przez całą drogę do wioski Albus i Isabelle siedzieli wtuleni, trzymając się za ręce.
___

Rozdział chciałabym zadedykować :*

2 komentarze:

  1. Kocham ten rozdział po prostu. Abus i Isabelle są cudowni w tych swoich uczuciach. Ale po kolei.
    Izzie jest taką osobą, ze w ogóle się nie dziwię, ze nie lubi wyjść do Hogsmeade, ale mimo to cieszę sie bardzo, że Rosie ją zaciągnęła.
    Rose jest taka bystra, od razu się orientuje, kiedy cos jest nie tak, albo kiedy ktoś nie mówi całej prawdy :d Mam nadzieję, ze Al zwierzy jej się z tych swoich detektywistycznych sekretów, na pewno by mu sporo pomogła.
    Szkoda mi było Davida trochę, jak tak został złapany w pułapkę dziewczyn, dobrze, ze Albus przybył mu później na ratunek :P Podobało mi sie, ze Izzie nie pamięta imion i tak się biedna stara, żeby wbić je sobie do głowy.
    I jak świat zniknął, kiedy tylko zobaczyła Albusa. Normalnie jak jest opisywany jej oczami, to mam do niego straszną słabość w tym opku, aż mi nogi miękną. Ta ich relajca jest taka niewinna i subtelna, ma to swój urok i z pewnością jest właściwe, biorąc pod uwagę osobowość dziewczyny.
    I niezawodna Rose z buta wjeżdża z ochrzanem i przerywa błogi nastrój xd
    Ale najlepsza była końcówka, jak się wtulali z siebie i trzymali za ręce... ach rozpływam się <3 Mam nadzieję, ze Albus ją niedługo zabierze na to oglądanie testrali :D
    Pozdrawiam i weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isabelle jest bardzo skryta i nie lubi otaczającego go tłumu, ale obiecała sobie, że będzie lepszą przyjaciółką dla Rose, więc zgodziła się na wypad...
      Tak, Rose jest bardzo bystra, ale i też razem z Albusem dorastali, znają się na wylot, więc wścieka się, że nie mówi jej całej prawdy. Niemniej, zobaczymy, czy Potter powie kuzynce o sprawie Iris... :)
      Wokół Rose i Albusa gromadzi się wiele kuzynek/kuzynów i ich przyjaciele, więc dla Isabelle to lada wyczyn, aby wszystkich spamiętać ;p
      Cieszę się, że odniosłaś taką reakcję :D Właśnie tak miało być... opisać subtelnie i niewinnie pojawiające się w Isabelle uczucia do Albusa. Tym bardziej, że dziewczyna doświadcza miłości po raz pierwszy i jest w tym wszystkim zagubiona.
      I cieszę się, że podobała się końcówka :) Przyznam się, że dopisywałam ją jeszcze, jak poprawiałam sama rozdział :) Chciałam powoli odkryć karty, jak miłość Izzie i Ala kwitnie z dnia na dzień :)

      Cieszę się, że rozdział się podobał :*
      Dziękuję Ci ślicznie za miłą opinię :*:*

      Usuń

Obserwatorzy