16 września 2017

Wampir Agron: Tak/Nie

Rok 1230.
Trzymałem srebrnym pierścień w dłoni, pokazując go partnerowi –  spoglądał na niego, a to na mnie z ogromnym osłupieniem. Nasira mogła nieco zaskoczyć moja propozycja małżeństwa – choć nie wypowiedziałem jeszcze stosownych słów – bo nawet sam nie planowałem, że zrobię to teraz. Myślałem, że będziemy ubrani i poproszę Syryjczyka, żeby został moim mężem w miejscu, gdzie po raz pierwszy się spotkaliśmy.
Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli, bo nie podobało mi się, jak martwił się o przyszłość. Postanowiłem iść na żywioł i mu ją dać – bez żadnego zamartwiania się, co będzie dalej. Chciałem, by Nasir został moim mężem, przyjacielem, kochankiem, partnerem na dobre i złe. Chciałem go całego, a pierścień miał symbolizować naszą miłość po wieczność. Żyliśmy już ponad tysiąc lat i pragnąłem kolejne tysiąc przeżyć z nim ze świadomością, że jesteśmy również połączeni duchem.
Gdy w końcu zebrałem się na odwagę, oświadczyłem:
– Wyjdziesz za mnie?
Teraz musiałem jedynie czekać na jego odpowiedź.
Tak czy nie.
Cisza. Czekałem i czekałem. Nasir nadal spoglądał na mnie oszołomiony. Wkrótce odezwał się, ale nie uzyskałem odpowiedzi, której się spodziewałem.
– Czy ty zwariowałeś, Agronie?
– Jeżeli tak, to oszalałem z miłości do ciebie – uśmiechnąłem się.
– Niby jak to wszystko sobie wyobrażasz? Kto niby ma nam udzielić ślubu, skoro, jakbyś nie wiedział, jesteśmy wampirami! Żaden kapłan nie zgodzi…
– Nasir, nie ma znaczenia to, kim jesteśmy! – przerwałem mu. – Ważne jest, że pragnę, abyś został moim mężem! Chcę, żebyś był częścią mnie, a ja częścią ciebie. A w małżeństwie o to chodzi, aby nasze części złączyły się w całość. I również nie ma znaczenia, kto nam udzieli ślubu. Może to być nawet Aaron. Bogowie otaczają nas wszędzie, są w tobie, są w mnie, nawet teraz, pomiędzy nami.
– Och, Agronie – westchnął Nasir, uśmiechając się pogodnie.
– A poza tym, jesteś dla mnie wszystkim – oznajmiłem, głaszcząc czule lewy policzek partnera. – Moje serce od zawsze pragnęło tylko ciebie. Zabiło mocniej, gdy po raz pierwszy cię pocałowałem, gdy miałem w ramionach i pozwoliłeś, bym mógł cię dotykać. Pamiętasz chociaż te fragmenty z naszego ludzkiego życia?
– Tak, pamiętam – uśmiechnął się, ujmując moją prawą dłoń w swoją lewą, po czym pocałował jej wierzch. Wzdrygnąłem, kiedy poczułem jego wargi na skórze. – Tego nie da się zapomnieć…
***
Pamiętałem, jak pierwszy raz ujrzałem Nasira. Ubranego jedynie w białe materiałowe spodnie, z czarną obrożą na karku – jego twarz wydawała się tak przerażona, kiedy zajęliśmy dom jego pana…
Pamiętałem, jak nawiązałem z nim pierwszą rozmowę. Nasir siedział na ziemi, oparty o jedną z kolumn i z nienawiścią spoglądał na Spartakusa, którego dzień wcześniej próbował zabić. Był wtedy mocno zaślepiony; nie znał niczego poza niewolnictwem, więc nie podobało mu się, że ktoś pozbawił życia jego pana. Podszedłem do niego z dwoma małymi naczyniami z winem i odezwałem się:
– To nierozsądnie stawiać czoło pogromcy Teoklesa. – Był mistrzem do czasu, zanim Spartakus nie zabił go podczas igrzysk, a przez to później Trak stał się czempionem.
– Każdy gigant może upaść – odgryzł mi się, na co ja uśmiechnąłem się do niego szeroko i podałem mu wino, kucając. Gdy wziął ode mnie naczynie, poczułem, jak jego delikatne palce musnęły moje. Dreszcz przeszedł przez mój kręgosłup, i już wtedy wiedziałem, że coś było na rzeczy.
– A jak ci na imię, mały?  – zapytałem z uśmiechem na ustach. – Muszę wiedzieć kogo opłakiwać.
– Jestem Tyberiusz – powiedział  mi imię, jakie nadał mu jego pan.
– Tyberiusz? – zdziwiłem się. – Masz za ciemną skórę, jak na rzymskie imię.
– Bardziej czuję się Rzymianinem, niż Syryjczykiem.
– Znałem jednego Syryjczyka, pieprzonego oszusta. – Na wspomnienie o Ashurze przeszedł przeze mnie nieprzyjemny dreszcz. – Masz rodzinę? – spytałem.
– Pamiętam brata.
– Też miałem brata – oznajmiłem smutno, przypominając sobie, jak Duro konał na moich kolanach.
– Już nie masz? – zadał mi cicho pytanie Nasir, który spoglądał na mnie tajemniczo.
– Zabili go Rzymianie.
– Kiedy chwaciliście za broń i zbuntowaliście się przeciwko Rzymian – rzekł, a ja wyczułem w jego głosie sarkazm. Wiedział, jak uderzyć w czuły punkt.
– Ty też to zrobisz – odparłem do niego stanowczym głosem. – Jeśli masz jeszcze jakiś rozum…
Pamiętałem, jak potem Nasir dzielnie trzymał miecz w dłoniach i ćwiczył ciosy. Jak później zdobył nasze całkowite zaufanie, kiedy uratował Spartakusa i uchronił go przed śmiercią. Walczył dzielnie za naszą wolność, a ja z każdym dniem uświadamiałem sobie, jak bardzo zależało mi na tym młodym Syryjczyku, który nawet nie przypominał swojego rodaka Ashura. Na Nasirze można było całkowicie polegać…
Pamiętałem, jak chciałem wyznać mu swoje uczucia, ale nie umożliwił to czas wypraw, które planowaliśmy. I musieliśmy się rozdzielić. Nasir wraz z Spartakusem i innymi udali się do kopalni, żeby uratować ukochaną Kriksosa, ja natomiast wyruszyłem z pozostałymi do Neapolu, aby dowiedzieć się, kiedy do portu przypłyną kolejne statki z niewolnikami, aby poszerzyć szeregi naszej siły zbrojnej. A potem zobaczyłem Nasira nieprzytomnego, bladego jak kreda, z wypaloną raną na boku. Bardzo przejąłem się jego stanem zdrowia i aż wciskało mnie w środku, że nie powiedziałem wcześniej Syryjczykowi, co do niego czuję. Bałem się, że mogę go stracić. Na zawsze…
Pamiętałem, jak pocałowałem Nasira po raz pierwszy. Kiedy zobaczyłem, jak wyłania się z ukrycia, trzymając się kolumny, żeby nie upaść, na mojej twarzy zawitał uśmiech. Bogowie mnie wysłuchali i mój mały Syryjczyk odzyskał przytomność. Był jednak słaby i cały czas trzymał się rany, która owinięta została białą szmatą. Ale on nie przejmował się swoim stanem zdrowia i oznajmił:
– Dajcie mi miecz, chcę iść z wami.
Szykowaliśmy się na skok na Kapue*, żeby odzyskać naszych ludzi. Kiedy Nasir zaproponował swój udział, aż ścisnęło mi serce, bo to świadczyło, jaki dzielnym wojownikiem stał się Nasir. Spartakus również był pod ogromnym wrażeniem jego postawy, ale nakazał mu odpoczywać.
– Tym razem ja idę, a ty zostajesz – oznajmiłem twardo, kładąc dłoń na jego policzku.
I wtedy pochyliłem się i, mając gdzieś, że wszyscy na nas spoglądali, złożyłem na jego suchych wargach krótki pocałunek. Spojrzałem w jego ciemne oczy; Nasir uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja już wiedziałem, że on również coś do mnie czuł…
***
Zatracając się we wspomnieniach, nie zdawałem sobie nawet sprawy, że w tę podróż podążył za mną Nasir. Wdarł się do mojego umysłu i razem przeżywaliśmy tamte chwile. Uśmiechał się do mnie szeroko, po czym złożył na moich wargach pocałunek.
– Kocham cię, Nasir – wyznałem, patrząc prosto w jego ciemne tęczówki. – Wyjdziesz za mnie?
Też cię kocham, Agronie – rzekł pewnie. I wyjdę za ciebie. Całym sercem mówię ci: Tak.
 
 __

 *Kapue - miasto we Włoszech. To tam wybuchło w 73r. p.n.e. powstanie niewolników, którymi przewodził Spartakus.

Obserwatorzy