14 lipca 2017

Kiedy Wzejdzie Słońce 18. Albus Potter: Dalszy ciąg problemów sercowych

Zakłopotany Albus patrzył na oddalającą się sylwetkę Isabelle, nie wypowiadając żadnego słowa w jej stronę. Poczuł ogromny ucisk na sercu, że tak ją potraktował. Chciał to szybko naprawić; wstał z kanapy, aby za nią pobiec, ale Rose oznajmiła, że sama porozmawia z przyjaciółką, bo on i tak nie dałby radę wejść do dormitorium dziewczyn. Westchnął ociężale, opadając z powrotem na sofę, kiedy Weasley poszła za Town, po czym spojrzał  posępnie na brata.
– Spłoszyłeś ją, ty durniu! – rzekł sarkastycznie. Miał wrażenie, że zaraz zapadnie się pod ziemię. James obiecał mu, że dotrzyma tajemnicy, a tymczasem robił dosłownie wszystko, aby Town dowiedziała się o jego uczuciach do niej. Albus powiedział mu wyraźnie, że jak tylko będzie gotowy, sam wyzna dziewczynie, co do niej czuje. Czy tak trudno było to pojąć?! – Teraz Isabelle pomyśli, że jestem idiotą!
– Przesadzasz, Al. – James machnął ręką, nie przejmując się słowami brata.
Albus miał mu zamiar raz, a dobrze wbić do głowy, aby trzymał język za zębami, lecz w tym samym czasie zauważył, jak do pokoju wspólnego wchodził David. Przeraził się widokiem przyjaciela, bo wyglądał – dosłownie – jak żywy trup: podkrążone oczy, włosy w nieładzie, a twarz niemal przezroczysta niczym u ducha.
Chłopak opadł z impetem na sofę.
– Kanapkę? – Albus podsunął przyjacielowi zawiniętą w sreberku kromkę, którą uprzednio wyjął z kieszeni spodni. Sam był głodny, dlatego też poszedł do kuchni, aby jeden ze skrzatów mu ją przygotował, ale widząc niewyraźną twarz Davida, ulitował się nad nim.
Sandler uśmiechnął się i wziął kanapkę od przyjaciela. Rozwinął sreberko i ugryzł duży kęs.
– Nawet nie macie pojęcia, jaki jestem wykończony – powiedział po chwili smętnie David, otrzepując się z okruszków chleba, kiedy skończył jeść. – Myślałem, że ten dzień nigdy się nie skończy. Kółko z zielarstwa u Longbottoma mnie wykończą! Chyba zrezygnuję z tych zajęć i na poważnie zastanowię się nad karierą sportowca. Tak jak ty, Jim – zwrócił się do starszego Pottera, zmuszając się do uśmiechu.
– I dobrze, Sandler! – rzekł zadowolony James.
A w tym samym czasie zmartwiony Albus wtrącił:
– Twojej matce się to nie spodoba.
Wiedział, że rodzicielka przyjaciela nie pochwali tej decyzji. Miranda Sandler uważała, że quidditch nie był dobrym wyborem na karierę zawodową, dlatego naciskała na syna, aby poświęcał więcej czasu na naukę niż na latanie na miotle.
Tylko żeby widziała, jak jej dziecko na niej śmiga! Gdyby choć raz pani Sandler przyszła na mecz i zobaczyła, jak David brawurowo zdobywał bramki, mówiłaby wtedy co innego.
Albus wiedział, że jego przyjaciel cieszył się, że chociaż jego ojciec pochwalał zamiłowanie chłopaka do gry. Od paru lat dyrektora pozwoliła rodzicom zjawiać się na meczach dzieci, dlatego pan Sandler korzystał z każdej możliwej okazji, aby kibicować synowi z trybun. Zapewne ucieszy się, gdy ten postanowi zawodowo zająć się quidditchem.
– Mam gdzieś, co mówi moja matka. – W głosie Sandlera Albus wyczuł gniew. – To moje życie i ja decyduję o tym, co jest dla mnie najlepsze. A skoro podjąłem decyzję, będę musiał rzucić dodatkowe spotkania z zielarstwa i zapisać się na inne zajęcia. Może kółko prasowe?
– O, mądra decyzja, stary – powiedział James, po czym wyjął ze swojej torby pergamin, na którym zapisano u samej góry drukowanymi literami: ZAPISY DO KÓŁKA PRASOWEGO. – Masz. – Podał Davidowi formularz. – Możesz już teraz napisać na nim swoje nazwisko. Może tym sposobem udowodnię Amelii, że nie jestem bezużyteczny? – zamyślił się, marszcząc dwoma palcami swoją brodę.
– A co, pani prefekt naczelna dała ci w kość? – zaśmiał się Sandler, który ożywił się, kiedy starszy Potter wspomniał o Ślizgonce.
– Akurat ten temat wolałbym ominąć – rzekł stanowczo siódmoklasista. – Lepiej pomówmy o uczuciach Ala do twojej kuzynki. Zakochał się, Dave.
– James! – Albus posłał w stronę brata wściekłe spojrzenie. Czy tak trudno trzymać gębę na kłódkę?!
– To dla mnie żadna nowość, Jim – uśmiechnął się szeroko David, pokazując starszemu Potterowi śnieżnobiałe zęby.  – Z daleka widać, że tych dwoje do siebie ciągnie.
Albus spojrzał na przyjaciela zaskoczony. Nie sądził, że chłopak przyjmie to z tak wielkim spokojem. Czyżbym niepotrzebnie się martwił? Teraz wychodziło, że James wyświadczył mu przysługę, że wygadał się Sandlerowi. Chciał coś z siebie wydusić, ale nie wiedział, co powiedzieć.
– Naprawdę nie masz się czym przejmować, Al – powiedział David, klepiąc przyjaciela w ramię. – Jeżeli Isabelle ma z kimś być, to tylko z tobą. Uważam, że pasujecie do siebie. Tylko wiesz, że przed tobą stoi ciężkie zadanie, by zbliżyć się do Isabelle? Ona nie dopuszcza do siebie chłopaków, jest na tym punkcie bardzo uczulona, bo nie chce, aby ktokolwiek ją zranił. Za młodu przeżyła śmierć matki, no i od tamtej pory jej relacje z ojcem nie są najlepsze. Przeszła wiele, dlatego musisz być cierpliwy i być przy niej w najtrudniejszych momentach. Wiem, że się wam uda i będę trzymał kciuki.
– Dzięki – uśmiechnął się Albus.
Naprawdę mu ulżyło, że jego przyjaciel nie miał nic przeciwko temu, aby spotykał się z Isabelle. Wiedział z doświadczenia, jak trudno coś takiego znieść. Gdy widział siostrę z chłopakiem, narastało w nim poczucie odpowiedzialności i starał się uważnie przyglądać się każdemu, kto się nią zainteresował. Ignorował oburzenie Lily, która mówiła mu, że potrafi sama o siebie zadbać – on po prostu nie chciał, aby jego siostra cierpiała. Miała przecież dopiero czternaście lat!
– Nie ma problemu, stary – wyrwał go z rozmyślań głos Sandlera. – Okej, nie mam już siły na pogaduszki, idę spać – westchnął ociężale, wstając z miejsca. – Jutro znów czekają nas dziesięciogodzinne zajęcia. Ach, nienawidzę poniedziałków! – warknął, kiedy zmierzał w kierunku sypialni chłopców.
– Ale musisz mi jutro oddać pergamin z zapisami do kółka prasowego! Z twoim podpisem najlepiej! – krzyknął za nim James, ale David nic nie odpowiedział.
– Jakieś problemy z Amelią, Jim? – spytał zaciekawiony Albus.
– A nic… W porządku, powiem – westchnął starszy Potter, dając za wygraną, bo wiedział, że przy jego bracie nic nie da się ukryć. – Zaproponowałem Amelii randkę i odmówiła mi… MI, JAMESOWI SYRIUSZOWI POTTEROWI! Nigdy do tej pory żadna tego nie zrobiła. Nie licząc Samanthy, ale ona jest lesbijką, więc to się nie liczy.
– Widzę, że bardzo przejąłeś się odrzuceniem Amy.
– Tak, przejąłem się i nie wiem, dlaczego mnie to ruszyło – westchnął James, chowając twarz w dłonie.
– Zakochałeś się! – zawołał wesoło Albus. – No, może to na razie pierwszy etap zauroczenia.
– Wcale, że nie! – zaprzeczył stanowczym głosem James. – Miłość to bardzo silne słowo zarezerwowane dla spraw wyjątkowych takich jak quidditch czy kanapki mamy.
– Sam siebie oszukujesz. Ja też myślałem, że nic nie czuję do Izzie, a tu proszę… O, już wiem, co zrób! Najpierw się z nią zakoleguj.
– Tak! – James poparł słowa brata, klaskając w dłonie. – Przyjaźń, to jest to! Pójdę do Amelii i przeproszę ją za moje zachowanie, no i zaproponuję przyjaźń. Tak, to dobry pomysł – uśmiechnął się, wstając z fotelu. – Dzięki, Al.
~*~
Następnego dnia Albus wstał o siódmej, aby mógł jeszcze przed lekcjami pójść do Pokoju Życzeń i popracować nad dochodzeniem Iris Town. Nie siedział nad śledztwem na tygodniu, ale w sobotę James wyciągnął go na trening i nie zdołał wszystkiego prześledzić. A on musiał koniecznie zanotować na pergaminie najistotniejsze fakty, które trzeba było pilnie przekazać ojcu, by ten przeanalizował wraz ze swoim zespołem jego słowa.
Tak bardzo wkręcił się w sprawę, że zdołał wydedukować kolejny znaczący element w śledztwie – zaskoczyło go, że wpadł na ten pomysł dopiero teraz – i pozostało pięć minut do rozpoczęcia zajęć z transmutacji.
Albus pośpiesznie schował akta sprawy do torby i pędem ruszył w stronę wyjścia. Zajęcia odbywały się na pierwszym piętrze, a z racji, że znajdował się na siódmym, musiał się sprężyć, żeby dość do klasy na czas. Wymijał pośpiesznie uczniów, przepraszając każdego, kogo nieumyślnie uderzył w ramię lub strącił  mu książki z rąk. Sam o mały włos nie połknąłby się o nogi jakiegoś Krukona, który siedział na ziemi przed salą od historii magii.
Potter wyhamował ostro przy zakręcie i wbiegł do klasy, która  była otwarta na oścież. Pomimo tego, że przybył na miejsce dwie minuty po dzwonku, na szczęście nigdzie nie dostrzegł profesorki Robin Brolly. Nauczyciela rygorystycznie przestrzegała godziny rozpoczęcia lekcji, pojawiając się w klasie równo z dzwonkiem – wzbudzała w uczniach zarówno wściekłość, jak i podziw za taką punktualność. Spóźniała się, więc musiało jej wypaść coś naprawdę pilnego.
W drugim rzędzie po lewej stronie Gryfon zobaczył Isabelle i Rose, które, nie przejmując się hałasem w klasie, uważnie studiowały podręcznik do transmutacji. David nie chodził na te zajęcia, więc Albus zawsze zajmował miejsce obok Scorpiusa.
Ze Ślizgonem zaczął dogadywać się w trzeciej klasie, kiedy obaj dostali szlaban – razem z trzema innymi uczniami. Albus został wtedy przyłapany na włóczeniu się do późnej nocy po szkole, bo zapomniał wziąć ze sobą peleryny niewidki. Profesor Simthorn, nauczyciel zaklęć, kazał im siedzieć przez cztery godziny w małej sali. Nie mogli robić nic – ani czarować, ani czytać, ani odrabiać prac domowych. Musieli siedzieć i czekać, aż miną cztery godziny. Dlatego, aby zabić czas, została tylko konwersacja.
I tak oto Albus zakolegował się ze Scorpiusem oraz jego przyjaciółmi – Evelyn, Naomi i Chrisem. A jakie było zainteresowanie uczniów, kiedy widzieli Malfoya i Pottera przybijających sobie piątki na powitanie? Jakby co najmniej odkryli Amerykę.
Potter wyrwał się z rozmyślań i zdecydowanym krokiem podszedł do przedostatniej ławki po środku, cały czas obserwując Ślizgona. Scorpius niby był skupiony na książce, ale zauważył, jak kątem oka zerkał w stronę Rose.
Weasley mało mówiła o Malfoyu – o tym, co zaszło pomiędzy nimi w zeszłym roku. A Albus nie pytał o przyczyny, bo sam domyślał się, że podczas wspólnego patrolowania korytarzy musiało coś zaiskrzyć. A że posunęło się to za daleko, jedna ze stron wycofała się, raniąc tę drugą – i przy okazji siebie. Gdy Gryfon spojrzał na Ślizgona, podejrzewał, że osobą, która zadała cios, musiał być Scorpius. I teraz tego żałował. Cóż, zawsze docenia się osobę, którą wcześniej bezmyślnie się straciło.
– Jeszcze nie jest za późno, aby ją odzyskać, Scor – oznajmił, na co Ślizgon podskoczył na krześle. Potter usiadł obok niego, kładąc torbę na stolik.
– O czym ty mówisz, Al? – zadał pytanie tak, jakby nie wiedział, co Gryfonowi chodziło po głowie. – Co odzyskać?
– Nie o czym, a o kim – zaśmiał się Potter, patrząc uważnie na kuzynkę, która teraz dyskutowała z Isabelle.
Malfoy podążył za nim wzrokiem, po czym szybko odwrócił się do Pottera.
– Niby ja i Rose? – udał zdziwienie. – Nie interesuję się nią, Al.
– Czyżby? – rzekł cwanie Albus. – Mnie nie oszukasz, Scor. Widzę, jak na nią patrzysz.
– To skomplikowane, nie zrozumiesz.
– Miłość zawsze bywa skomplikowana, coś o tym wiem – westchnął, patrząc ukradkiem na Isabelle.
Potter przełknął głośno ślinę i uniósł kąciki ust, gdy zobaczył, jak Town rozmawiała z Weasley. Po chwili ich spojrzenia na moment się spotkały. Isabelle uśmiechnęła się do chłopaka szerzej i, rumieniąc się na twarzy, lekko pomachała w jego stronę. Nagle do Albusa dotarło, że ona również mogła coś do niego czuć, co oznaczało, że był na dobrej drodze przekonania Gryfonki, że nigdy jej nie zrani. Czując w środku ciepło spowodowane dobrymi przeczuciami, również pomachał do Isabelle.
– Ziemia do Pottera! – Scorpius klasnął w dłonie tuż przed oczami Albusa.
– Co się dzieje? – rzekł oniemiały Gryfon.
– Widzę, że nie tylko ja mam problemy sercowe – zaśmiał się Malfoy.
– A kto ich nie ma? W naszym wieku, proszę cię!
– No tak, racja. Tutaj się z tobą całkowicie zgadzam.
Scorpius i Albus westchnęli ciężko, po raz kolejny spoglądając marzycielsko na obiekty swoich zainteresowań. Po chwili zaśmiali się głośno, przybijając sobie piątkę.

___
Moim zdaniem jest to chyba jeden z najsłabszych rozdziałów, które napisałam na KWS, ale opinię pozostawiam Wam. Pojawią się jeszcze dwa sielankowe rozdziały, a potem ruszam z akcją. Zapewne macie już dość tych problem sercowych bohaterów, trzeba nieco uchylić rąbka tajemnicy, co do śledztwa, nad którym pracuje Albus :)

Co do publikacji. Wyślę becie kolejny rozdział do sprawdzenia, ale sama nie wiem, kiedy zdołam go poprawić. Od 17 do 30 lipca mam urlop i wyjeżdżam. A kiedy wrócę, zostanę w pracy sama przez dwa tygodnie i czuję już w kościach, że nie wyrobię się z czasem i będę musiała siedzieć nadgodziny (31.07, przypadnie mi zamknięcie miesiąca, raporty i przygotowanie dokumentów do księgowości).  Postaram się, aby dziewiętnastka pojawiła się pod koniec sierpnia.

Obserwatorzy