31 lipca 2018

Życie w cieniu: Prolog – Hotel Plaza


„Mam wrażenie, że to martwy świt.
Jakby bomby wybuchały mi w głowie.
Nie ma chwili odpoczynku.”
- Adam Lambert „Can't let you go”

Początek stycznia 2015 r., Nowy Jork
Zaciągnąłem się papierosem i obserwowałem kłęby dymu unoszące się powoli w ciemnościach. Siedziałem na parapecie, spoglądając przez okno na piękny krajobraz Central Parku z czwartego piętra. Dochodziła trzecia w nocy. Blade światło latarń oświetlało manhattańskie ulice. Dostrzegłem w oddali staruszka prowadzącego psa na smyczy oraz parę zakochanych całujących się przy wejściu do budynku – radosny śmiech dziewczyny przerywał co chwila panującą ciszę.
Znów się zaciągnąłem. Poczułem, jak nikotyna orzeźwiała moje płuca. Tego mi było trzeba. Westchnąłem głęboko, na krótko zamykając oczy. Cieszyłem się tą ulotną samotnością, ponieważ nie miałem ostatnimi czasy ani chwili spokoju. Praca całkowicie mnie wykańczała. Na szczęście udało mi się trafić do tego cudownego miejsca i mogłem choć na jedną noc zapomnieć o codziennych troskach.
Przez brak wolnego czasu zaniedbywałem swoje życie prywatne. Z matką widywałem się rzadko, za co nieraz już mi się dostawało. Przez telefon słyszałem ciągłe pretensje o brak zainteresowania jej życiem. No i Nathaniel. Wspominając o nim, powrócił ucisk w żołądku – jakby ktoś nagle postrzelił mnie w brzuch. Obwiniałem siebie, że zerwaliśmy, bo, pomimo że to on mnie zdradził, po części uświadomiłem sobie, że gdybym poświęcał mu więcej czasu, nie doszłoby do tego.
Minęły trzy lata rozłąki, a ja wciąż tęskniłem na Natem. Był całym moim światem i straciłem go na zawsze. Dwa miesiące temu dostałem zaproszenie na jego ślub miał zawrzeć związek partnerski w Kanadzie. Cały czas trzymałem u siebie w mieszkaniu zaproszenie na nocnej szafce, zastanawiając się, czy zjawić się w sierpniu na ich weselu. Nawet moja kuzynka Lynn nie mogła mi nic doradzić. Ewidentnie nie umiałem podjąć rozsądnej decyzji w tej sprawie. Ach, wszystko stracone niczym kartki wyrwane z książki i ciśnięte na wiatr!
Wiedziałem, że już nigdy nie doświadczę czegoś tak cudownego, dlatego musiałem wziąć się w garść. Życie toczyło się dalej. Postanowiłem pustkę w sercu wypełniać w jednorazowych przygodach.
Tak stało się i dzisiejszego wieczoru, gdy w barze zagadał do mnie niejaki Will. Na swojej drodze spotykałem wielu przystojnych mężczyzn, ale z pewnością jego zapamiętam na dłużej. Zazwyczaj inicjowałem podryw, ale w tym przypadku było zupełnie inaczej – pozwoliłem kierować sobą aż do hotelowego pokoju.
Zgasiłem peta w popielniczce i spojrzałem na śpiącego Willa – leżał na brzuchu, więc dostrzegłem tylko jego czarne, lśniące włosy, umięśnione ramiona oraz plecy. Dolna partia ciała została przykryta białym prześcieradłem. Trochę ubolewałem, że nie mogłem zobaczyć błękitnych oczu mężczyzny – patrząc w nie, miałem wrażenie, że znajduję się na lazurowej plaży.
Nigdy nie zapomnę nocy spędzonej z Williamem. Od czasu bolesnego rozstania jeszcze nikt nie sprawił, że na chwilę mogłem zapomnieć o ukochanym – zwykle podczas seksu krążyłem myślami wokół Nate’a, a teraz zupełnie o nim zapomniałem. Skupiłem się całkowicie na Willu; na jego pocałunkach, dotyku…
Aż przeszedł przeze mnie dreszcz na samo wspomnienie!
Musiałem natychmiast opuścić pokój! Zanim nie zrobisz czegoś głupiego i nie zostawisz mu na komodzie swojego numer telefonu – odezwał się rozsądek. 
Rzuciłem okiem na niego ostatni raz i po cichu opuściłem pomieszczenie.
~*~
Sądziłem, że już nie spotkam Williama, ale zobaczyłem go znowu o ósmej rano przy recepcji, gdy czekałem na Lynn w holu. Ciągnął za sobą niewielki bagaż, więc zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie przyjechał do Nowego Jorku jedynie na parę dni. Sprawy biznesowe?
Will mnie zauważył. Kiedy wychodził z budynku, obdarzył mnie szerokim uśmiechem i puścił zalotnie oko. Cieszyłem się, że raz jeszcze mogłem zatracić się w jego błękitnych oczach.
Raz jeszcze mogłem znaleźć się na lazurowej plaży.
___
 Beta - Maxine. Dziękuję raz jeszcze. Jesteś wielka :) :*
I pojawił się Prolog nowego mini opowiadania. Długo czekało na swoją publikację, bo aż dwa lata. Jestem ciekawa, czy będziecie zainteresowani, bo tematyka nie dla każdego. Znacie mnie jednak, więc wiecie, że wszystko pokazuje z umiarem i subtelnie. Nigdy nie przesadzam. Dlatego liczę, że Was zachęciłam i będziecie czekać na rozdział pierwszy.
 W piątek, 03 sierpnia, wyjeżdżam na wieś na dwa tygodnie, więc będę miała ograniczony dostęp do Internetu. Wszystkie zaległości nadrobię po powrocie.
Pozdrawiam serdecznie :)

Obserwatorzy