1 listopada 2017

Ślady Tajemnic: SPRAWA II: Rozdział 12

21/22 marca 2015r., sobota/niedziela
– Krystian, nie pij więcej kawy! – oznajmiła twardo Basia, przysuwając do siebie filiżankę. – To już czwarta z kolei!
– Przepraszam, ale muszę jakoś funkcjonować, skoro nie piję alkoholu – odparł oburzony, z powrotem biorąc od siostry naczynie z jego ulubionym napojem.
Florczak westchnęła, z irytacją wywracając oczami, po czym dopiła drinka jednym haustem. Z racji, że nie lubiła czystej, postanowiła wlać kieliszek wódki do musującej coca-coli.
– W takim razie będę musiała cię częściej brać na parkiet.
Wstała z miejsca i wzięła brata pod rękę. Znudzony Krystian dał się porwać do tańca.
Wesele odbywało się w Restauracji Belcanto, eleganckim lokalu w sam raz na skromne przyjęcie – tak, jak chciała tego Magda. Stoliki dla gości zostały ułożone w niepełny prostokąt. Przystrojone białym obrusem, a podłoga była wyłożona jasnymi kafelkami, na których podczas tańczenia można się poślizgać, co wyczyniał obecnie dwuletni Wojtuś.
Mały miał na uszach słuchawki, aby głośna muzyka go nie irytowała. Basia spoglądała na siostrzeńca Magdy z wielkim uśmiechem na twarzy; chciała wziąć Wojtka do kółeczka, żeby mogli zatańczyć w trójkę, ale niespodziewanie szwagierka Magdy wzięła syna na ręce, po czym skierowała się w stronę wyjścia. Szymon podążał tuż za nią.
– Monia, bez przesady, jest dopiero wpół do dwunastej. Nie możemy teraz jechać do hotelu, to ślub mojej siostry i powinniśmy…
Głos Szymona zmalał, gdy zamknęły się za nimi drzwi.
Basia zaśmiała się pod nosem, bo zdała sobie nagle sprawę, że w końcu poznała imię szwagierki Magdy. Nie rozumiała do końca postawy Moniki. Dlaczego chciała jechać, skoro Wojtuś nie czuł się jeszcze senny? Florczak widziała w niebieskich oczach małego, jak rwał się do zabawy. Zresztą, były również inne dzieci, które tańczyły, i żaden rodzic nie zabierał ich z parkietu. Śmiało nagrywali komórkami popisy swoich pociech.
Niebawem didżej puścił powolną melodię, więc rodzeństwo miało okazję odetchnąć po szybkich tańcach i pokołysać się wokoło. Basia nie sądziła, że jej brat mógł się okazać tak wspaniałym tancerzem. Nie deptał po palcach i poruszał się zwinnie, obracając ją na prawo i lewo. Pamiętała, jak siedem lat temu na ślubie ich brata ciotecznego Krystian co chwilę sprawiał ból jej palcom, a nawet raz pokręcił nią tak, że upadła pupą na parkiet.
– Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć? – Nie mogła się powstrzymać, aby go o to nie zapytać.
– Tajemnica – rzekł z uśmiechem Krystian, patrząc na siostrę chytrze, ale widząc jej błagalne spojrzenie, poddał się i oznajmił: – Iza mnie nauczyła.
– Dziewczyna Eweliny? – zapytała dla pewności. Znała przyjaciół brata jedynie z opowiadań, nigdy nie poznała ich osobiście, choć bardzo tego pragnęła.
– Tak, Iza śpiewa na różnych koncertach, ale ma też swoją szkołę tańca. Opanowałem dzięki niej walca, tango i cha-chę.
– Przepraszam, mogę odbić partnerkę?
Basia i Krystian stanęli, po czym spojrzeli z zaciekawieniem na mężczyznę o lśniących, czarnych włosach – patrzył na Florczaków z uśmiechem.
– Pewnie – powiedział Kris, ale w jego głosie słychać było niezadowolenie z faktu, że oddaje siostrę w łapy jakiegoś lizusa. Odszedł od nich, patrząc z niesmakiem na nieznajomego mężczyznę.
– Wybacz – rzekła Florczak w stronę obecnego partnera, chcąc w jakiś sposób przeprosić za zachowanie brata.
– Nic się nie stało – odparł wesoło nieznajomy. – Miałem już do czynienia z braćmi koleżanek.
Basia dała się prowadzić w tańcu, cały czas zachodząc w głowę, dlaczego jej partner tak podejrzliwie na nią patrzył – i skąd wiedział, że Krystian był jej bratem? Florczak zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie powinna go kojarzyć.
Kiedy skończyła się piosenka, podziękowała mu za taniec, uśmiechając się nieśmiało, po czym, gdy chciała udać się na swoje miejsce, usłyszała:
– Nie wierzę, że mnie nie pamiętasz.
– A powinnam? – spytała zmieszana.
– Raczej tak – przytaknął z uśmiechem nieznajomy. – Przypomnę ci – oznajmił po chwili, gdyż zauważył zdezorientowanie na jej twarzy. – Szkoła średnia, przedostatnia ławka koło okna. Zawsze ściągałem od ciebie na geografii.
Basię w jednej sekundzie olśniło.
– Sebastian?
– W rzeczy samej! – Był zadowolony, że jego dawna koleżanka z klasy zdołała go sobie przypomnieć. – Pogadamy?
Basia wyszła z kolegą na zewnątrz, aby mogli w spokoju powspominać dawne czasy. Krążyli wokół restauracji, a potem usiedli na ławce koło budynku, cały czas się śmiejąc. Florczak nie mogła uwierzyć, że właśnie patrzyła na Sebastiana Bednarczyka. Pamiętała go jako chudego chłopaka z okularami na nosie. Jego rodzicom się nie przelewało, żyjąc jedynie z pensji ojca, więc zawsze chodził w spranych ubraniach. Koledzy z klasy z początku dokuczali Sebastianowi, ale Florczak zawsze stawała w jego obronie. I tak zaprzyjaźnili się. Basia poznała go z Magdą i trzymali się razem w trójkę do końca drugiej liceum.
Potem ojciec Bednarczyka znalazł lepszą pracę, więc wiązało się to z przeprowadzką do Skarżyska Kamiennego. Od tamtej pory ich kontakt się urwał, aż do dnia dzisiejszego.
Florczak nie mogła uwierzyć, że od razu nie rozpoznała Sebastiana. Jego postura się zmieniła. Biała koszula opinała jego sylwetkę, a także nie było już widać odstających kości policzkowych, twarz nabrała okrągłych kształtów. A okulary zastąpił zapewne soczewkami – Basia mogła teraz wyraźnie zobaczyć niebieskie oczy mężczyzny.
– Czym się zajmujesz? – zapytała w końcu, kiedy zakończyli wspominać szkołę.
– Nie uwierzysz, ale pracuję w nieruchomościach.
– Sprzedajesz obcym ludziom mieszkania? – spytała zdziwiona.
– Dokładnie. Pozbyłem się nieśmiałości i bardziej otworzyłem się do ludzi. Dlatego postanowiłem po szkole średniej zapisać się na studia marketingowe. Od siedmiu lat prowadzę swoją agencję nieruchomości. Nie powiem, idzie mi całkiem dobrze.
– Cieszę się, że ci się ułożyło. Zawsze w ciebie wierzyłam.
– Wiem. – Sebastian spojrzał na Florczak pogodnie. – Gdy napotykałem się na trudności, powtarzałem sobie: Weź się w garść, pacanie. Basia skopałaby ci tyłek, gdybyś teraz zrezygnował. Dzięki tobie stanąłem na nogi. Byłaś dla mnie taka dobra.
– Bez przesady, Seba. Robiłam to, co uważałam za słuszne.
– Nie, Basiu, jestem ci naprawdę wdzięczny za to, co zrobiłaś. U każdego widziałaś dobro, pomagałaś w najtrudniejszych momentach, wspierałaś. Nic dziwnego, że zostałaś policjantką!
Przez chwilę siedzieli cicho na ławce, wsłuchując się w szelest liści, kołyszących się lekko na wietrze. Do ich uszu dobiegały również śmiechy gości, którzy również wyszli z restauracji, aby się przewietrzyć. Niektórzy stali obok kosza i palili papierosy.
– Wiesz, że się w tobie kochałem – odezwał się po chwili milczenia Sebastian, patrząc na Basię badawczo.
Florczak wiedziała, ale nie miała zamiaru powiedzieć tego na głos. Sama podkochiwała się w młodości w Szymonie, więc zdawała sobie sprawę, jak potwornie musiał się czuć Sebastian, kiedy odtrącała jego starania.
– Przepraszam, jeśli powiedziałem coś nie tak, ale od lat w sobie to tłamsiłem. Gdy Magda i Rafał zaprosili mnie na ślub, zdałem sobie sprawę, że los dał mi szansę, aby ponownie cię zobaczyć. Powiedzieć, jak bardzo mi było wtedy głupio, że nie zaprosiłem cię na randkę. Może… będzie szansa, żeby to zmienić? Umówiłabyś się ze mną? Na tę… spóźnioną randkę?
Basia spojrzała głęboko w oczy kolegi i oznajmiła:
– Sebastian, to bardzo miłe, ale… zawsze uważałam cię za swojego przyjaciela. Nie chcę, aby to się zepsuło.
Florczak wstała z miejsca. Zaczęła ocierać ramiona, karcąc siebie, że nie wzięła ze sobą płaszcza.
– A poza tym… – urwała, spoglądając pewnie na Bednarczyka, który również wstał z ławki. – Spotykam się już z kimś.
– A niech mnie, spóźniłem się! – zażartował Sebastian, chcąc zataić smutek z powodu odrzucenia. – To coś… prawdziwego? – zapytał, tym razem poważnie.
– Myślę, że tak – rzekła wesoło Basia, przypominając sobie, jak obiecała Krystianowi, że zaprosi Roberta na kolację. – Zwykle moje związki kończyły się fiaskiem, ale Robert… on mnie rozumie i wie, co dla mnie najlepsze. Przynajmniej ja mam takie wrażenie – zaśmiała się, na co Bednarczyk odwzajemnił uśmiech z równym zapałem.
– Szczęściarz z niego.
Na wzmiankę Sebastiana Basia dała mu kuksańca w bok.
– Ale skoro mówisz, że wciąż widzisz we mnie przyjaciela, bo… tak jest, prawda? – spytał, patrząc na koleżankę niepewnie, jednocześnie szukając czegoś w wewnętrznej kieszeni marynarki.
– Oczywiście, że jesteśmy przyjaciółmi – zapewniła go.
– Skoro tak, proszę, zadzwoń do mnie, gdybyś potrzebowała rady przyjaciela – uśmiechnął się, podając swoją wizytówkę. – Albo mieszkania w Kielcach.
Specjalista do spraw sprzedaży nieruchomości, Sebastian Bednarczyk – przeczytała Florczak. – Brzmi poważnie.
– A co powiesz na… podkomisarz Barbara Florczak, wydział… karny? Sorry, nie wiem, co tam zawsze mówicie – powiedział zmieszany, przygryzając dolną wargę, bo zdał sobie sprawę, że wszystko popsuł.
– Pozwól, że ci wyjaśnię – rzekła stanowczym, ale i zabawnym tonem głosu. – Podkomisarz Barbara Florczak, Wydział Dochodzeniowo-Śledczy. Do usług. – Basia ukłoniła się, machając niedbale rękoma.
– Tęskniłem za tobą!
– A ja za tobą.
– Mogę liczyć jeszcze na jeden taniec?
– Oczywiście, Seba. Masz pozwolenie nawet na dwa.
– W takim razie, przyjaciółko, zapraszam na parkiet.
Bednarczyk wziął Florczak pod rękę i pomaszerowali z powrotem do restauracji.
___
 I przedstawiam kolejny rozdział Śladów Tajemnic. Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu. Jest jeszcze sielankowo, w zasadzie kolejny rozdział nie będzie się różnił, będzie jeszcze trochę prywatnego życia Basi. Śledztwo rozpoczniemy w czternastym rozdziale.
Rozdział dedykuję Condawiramurs, bo zawsze jest! :*:*:*

Obserwatorzy