26 marca 2016

W pogoni za marzeniem: 02. Spotkanie na ławce

James Potter szedł szkolnym korytarzem, omijając spieszących się uczniów, co go lekko wytrąciło z równowagi. Była przecież sobota, a raczej w tym dniu wszyscy w Hogwarcie odpoczywali i nie spieszyli się na lekcje, by nie dostać nagany za spóźnienie. Jednak gdy tylko natknął się na papierowe serca, które lewitowały tuż nad jego głową, zrozumiał, co się dzieje.
Dzisiaj były Walentynki.
James nienawidził tego dnia, dlatego postanowił nie umawiać się z żadną dziewczyną, by nie przechodzić przez to piekło. Dla niego to wszystko było kiczem, tak samo bale, których unikał jak ognia. Wolał prawdziwe imprezy, na których nie musiał wkładać drętwych i przepoconych fraków. Mógł ubierać się po swojemu, na luzie, i nie martwić się tym, że jakaś dziewczyna nie dostanie kwiatuszka na nadgarstek.
Potter poszedł na siódme piętro do jednej z wież. Znajdował się tam gabinet dyrektorki – Minerwy McGonagall. Od czasu wlepienia na początku roku kary przez profesora Longbottoma, był to jego pierwszy wyskok w tym roku. Na szczęście nauczyciel nie dał chłopakowi dożywotniego latania na miotle, bo nie zrobił żadnego kawału Ślizgonom. Po prostu wdał się w bójkę z jego wrogiem – Lawrencem Davem. Nienawidził chłopaka równie mocno jak te wszystkie tandetne bale.
Dlatego kiedy dotarł na miejsce, westchnął zrezygnowany, zauważywszy siedzącą na ławce, która ustawiona była obok gargulca, Amelię Bletchley. Ślizgonka była dziewczyną Lawrence’a i zastanawiał się, co ta złotowłosa piękność Hogwartu widziała w tym dupku. Aczkolwiek słynęła za wszechwiedzącą i planującą na swój sposób czarownicę nie wiedział, ile osób tak uważało, ale on na pewno więc możliwe było, że dobrali się idealnie. Zdobywała wybitne oceny, zawsze aktywna na lekcjach, a także całkowicie oddana szkole, zostając ulubienicą dyrektorki, która mianowała ją redaktorem naczelnym szkolnej gazetki „Hogwart”.
Amelia nawet nie drgnęła, gdy tylko przysiadł się na drugi koniec ławki. Notorycznie coś zapisywała lub odznaczała piórem na pergaminie. James zastanawiał się, gdzie znajdował się kałamarz z atramentem, bo nie widział tego przedmiotu obok niej.
Może miała jakieś wieczne notujące się pióro? – zadumał.
Pottera nurtowało to milczenie, dlatego postanowił się odezwać.
Za co siedzisz? – odparł z wielkim uśmiechem na ustach, lecz można było od razu wychwycić w jego tonie głosu odrobinę sarkazmu. Ślizgonka nie spojrzała na niego, ale chłopak zauważył, jak jej lewy kącik ust uniósł się do góry. – Niech zgadnę – ciągnął dalej. – Za zamieszki na zlocie fotomodelek? Zabrakło durnych serduszek na Walentynki? Albo już wiem… Dostaniesz nagrodę Merlina za zebranie wszystkich nagród?
W zasadzie tym razem nabroiłam – odezwała się sarkastycznie, spoglądając mu teraz prosto w oczy. Jej miodowe tęczówki przeszyły go na wylot, przez co poczuł na plecach dreszcz. – Przyłapano mnie jak rzucam się z pięściami na Gryfonkę. Jestem buntowniczką – zripostowała się.
James uśmiechnął się, stwierdzając, że ta Ślizgonka to twarda sztuka. Nie dała się podejść i od razu mu dopiekła.
Jest cwaną bestią, pomyślał, unosząc szeroko kąciki ust. Chciał się zrewanżować, lecz gargulec poruszył się i na korytarzu pojawiła się dyrektorka w towarzystwie Neville’a Longbottoma. James i Amelia wstali niemal w tym samym momencie.
O, widzę, że oboje już jesteście – uśmiechnęła się profesor McGonagall, po czym spojrzała na Ślizgonkę. – Panno Bletchley, pan Potter pomoże wam w przygotowaniach na bal.
Kiedy padły słowa dyrektorki, na twarzy nastolatków pojawiło się wielkie zaskoczenie.
On ma nam pomagać? – zdziwiła się Amelia, wskazując kciukiem na Gryfona. – Prędzej wszystko popsuje niż pomoże w przygotowaniach!
Ja też bym wolał nie zjawiać się na tych spotkaniach – wtrącił się James, bo nie podobało mu się to, jak dziewczyna wyrażała się o nim przy nauczycielach.  
Bez dyskusji, Potter! – zawołał profesor Longbottom. – Albo będziesz pomagał w przygotowaniach, albo tak jak ci obiecałem nie wsiądziesz na miotłę do końca roku!
James westchnął zrezygnowany. Już wolał przemęczyć te godzinny pod dowództwem Amelii niż nie grać.
Amelio – zwróciła się do niej dyrektorka – będziesz miała Jamesa na oku. Jeśli zrobi coś nie tak, zgłaszasz mi to, a wtedy Potter dostanie drugą karę.
Ślizgonka uśmiechnęła się na tę wieść, lecz Gryfonowi nie było z tym do śmiechu. Czuł w głębi, że dostał od losu wielką nauczę.

___

Uwielbiam tę miniaturkę :) Przyznam się, że zaczęłam pisać właśnie od niego, wcześniejszy post był dopisywany później. I tak, jestem w trakcie pisania 3 części, znaczy się poprawiania, bo to co pisałam wcześniej raczej mnie nie zadowala, więc piszę odnowa, dlatego trochę poczekacie. Ale mam jeszcze inne miniaturki, więc możliwe, że kolejny post będzie z innej beczki literackiej :) 

Wiem, że mam u niektórych zaległości, ale przez ostatni czas nie miałam dostępu do Internetu i nie miałam jak czytać... No i jeszcze w dodatku mam remont mieszkania i święta... ach, huragan w domu. Wszystko nadrobię, obiecuję, znacie mnie, zawsze się zjawiam ;)

I Wesołych Świąt, kochani! :*


9 komentarzy:

  1. Ale akcja :) podoba mi się! James został zmusoszny po pomagania naszej slizgonce. Na razie oboje nie wyglądają na zadowolonych... Ale moze sie to zmieni ;). Powinnaś nazwać A,redaktorka naczelna, a nie naczelniczka ;). Czekam na ciąg dalszych i zycze wesołych świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich relacje nie będą na początku zbyt miłe, to na pewno :)
      I dziękuję za zwrócenie uwagi odnośnie "redaktora naczelnego" ;)

      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  2. No no :d Nawet jakoś pasuje mi do Pottera, że nie lubi się przebierać w eleganckie, niewygodne ciuchy. Ale może Ślizgonka zmieni jego podejście do takich spraw. Może w ogóle zacznie inaczej patrzeć na świat, a może jedynie się w niej zakocha, bez większych rewelacji.
    Fajnie, że zaczęłaś coś większego-krótszego na tym blogu :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja traktuje Jamesa właśnie takiego na luzie, gdzie go wszędzie pełno :D Sztywniackie imprezy go nie zadowalają i z pewnością pomaganie Amelii w przygotowaniach na bal będzie dla niego trudnym wyzwaniem :)

      Dziękuję ślicznie za opinię ;*

      Usuń
  3. Coś mi się zdaje, że ta ich współpraca zaowocuje w coś więcej jeśli chodzi o relacje damsko-męskie :D Ale zanim do tego dojdzie to coś mi się wydaje, że będzie pomiędzy nimi bardzo ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no, będzie troszkę spięcia między tą dwójką, w końcu to Ślizgonka i Gryfon xD A co się stanie dalej... nie mogę zdradzić :)

      Dziękuję ślicznie za komentarz :*

      Usuń
  4. Musze przyznać, faktycznie całkiem uroczo wychodzą Ci te miniaturki.
    Tak się jakoś utarło, że nikt nie lubi Walentynek, a mimo to pojawiają się w każdym opowiadaniu, żeby postaci mogły sobie ponarzekać ;p Mój Draco też to robił na "Sercu", więc chyba nie mam prawa jęczeć :D
    Oto jest i James. Choć nie przepadałam nigdy za Potterem, jego syn od razu podbił moje serce. Uroczy z niego chłopak. Amelia trochę się z nim pomęczy.
    I, och, stanowczy Neville. To dopiero coś xD

    Pozdrawiam,
    Bea

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :* Przyznam się, że pisanie takich miniatur sprawia mi ogromną radość ;)
      Cieszę się, że James Potter przypadł Ci do gustu. Tutaj chcę pokazać jak chłopak powoli zaczyna dostrzegać konsekwencje swoich żartów. I to właśnie dzięki Nevill'owi, który miał dość ciągłych kawałów swoich podopiecznych :)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  5. Też uwielbiam tę miniaturkę! :D
    Czytało się naprawdę przyjemnie - umiesz zaciekawić czytelnika i wciągnąć go do swojej historii. Mnie 100% kupiłaś tą miniaturką! Zwłaszcza, że... no proszę cię... to jest James Syriusz Potter - Merlinie! *.* Jakbym takiego mogła mieć na własność: Aaaach...
    Pozdrawiam!
    academie-mirandel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy