1 maja 2016

Wampir Mike: Przebudzenie

12 stycznia 2000r.
        Oddycham głęboko i z wielkim zapałem stawiam w moim notatniku kolejne wyrazy. Blask świecy pada na kartkę papieru i widzę, jak pióro z czarnym atramentem kreśli na nim litery. Jestem dumny z tego, że właśnie to robię, bo myślałem, że już nigdy tego nie doświadczę. Umiem czytać i pisać dzięki Sollynowi – i mogę teraz bezproblemowo spisać moje myśli własną ręką. Zresztą, to jego rada. Powiedział mi, że tym sposobem podszkolę się w pisaniu, że bazgroły, które tutaj kreślę, zamienią się później w czytelne pismo.
Żyję.
To słowo daje mi wiele sił. Odkąd zacząłem przemianę w hybrydę, nie pamiętałem nic oprócz piekielnego bólu w klatce piersiowej i braku tchu w gardle. Miałem wrażenie, że moje ciało rozrywało się na strzępy. Od momentu kiedy dowiedziałem się o swoim pochodzeniu, zew księżyca działał na mnie pobudzająco, ale nie sądziłem, że ta transmutacja będzie tak potwornie bolesna.
Doskonale pamiętam wydarzenia przed przemianą. Byłem pod ogromnym wrażeniem odwagi, jaka we mnie wstąpiła, by tylko stanąć sam na sam z Charwichem, pomimo tego, że księżyc nadal nie wynurzał się zza ciemnych chmur. Nie mogłem uwierzyć, że jeszcze przed prawdziwym starciem potrafiłem prawie dorównać Charwichowi.
Ale potem i tak mój mentor całkowicie mnie przechytrzył. Byłem coraz to słabszy i opadłem z sił na ziemię. Traciłem wiarę, że go pokonam, bo księżyc nie zdołał do tego czasu przecisnąć się przez złowieszcze chmury, żebym mógł spojrzeć na jego całkowite oblicze. Pamiętam, jak Aaron musiał zainterweniować – zaczął walczyć z własnym bratem. Tym sposobem pozwolił mi nabrać sił, i co najważniejsze, przemienić się. Krwawy księżyc w końcu wyłonił się zza chmur i w jednej sekundzie poczułem jego zew…
I od tamtej pory nie pamiętałem nic.
Obudziłem się dopiero po walce. Bolało mnie całe ciało – miałem wrażenie, jakby ktoś przejechał mnie czołgiem. Czułem się słaby, przez co z ledwością otworzyłem oczy.
Żyję, westchnąłem z ulgą, i nie myślałem już o tym, czy dałem radę pokonać Charwicha – oddychałem, to było dla mnie w tamtym momencie najważniejsze.
Pierwsze co zarejestrowałem po przebudzeniu to widok czuwającego nade mną Sollyna. Przeżył, kolejna ulga. Siedział na krześle obok łóżka, trzymając mnie za rękę. Uśmiechnąłem się lekko i powoli zacząłem poruszać palcami, by zwrócić na siebie uwagę.
– Mike – usłyszałem wdzięczy głos ukochanego.
Miałem gdzieś ból, chciałem poczuć go w swoich ramionach, więc przyciągnąłem partnera do siebie. Wtuliłem się w jego ciepłe ciało i od razu powróciły do mnie wspomnienia, kiedy ostatni raz zobaczyłem Sollyna przed przemianą. Chciał do mnie podejść, gdy leżałem bezwładny na ziemi, jednakże wampiry atakowały go z każdej strony i musiał skupić się na walce – walczył dzielnie, pozbywał się jednego za drugim, żeby tylko się do mnie dostać. Ale w tamtym momencie usłyszałem donośny głosy Agrypina: „Mike, spójrz na niebo! Księżyc!”…
Dlatego widok ukochanego żywego sprawiło, że nabrałem więcej sił. Trzymałem w uścisku mojego partnera, a potem, nie mogąc się powstrzymać, pocałowałem go w usta, stanowczo i namiętnie. Sollyn był nieco zaskoczony moim gestem, ale po chwili poddał się przyjemności również z wielkim zaangażowaniem jak ja.
Wkrótce jednak usłyszałem chrząknięcie. Odsunąłem się szybko od Sollyna, bo zdałem sobie sprawę, że w pokoju nie byliśmy sami. Po lewej stronie zauważyłem siedzących na krześle Yamara i Nairę. Wampirzyca z wielkim uśmiechem na ustach podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju, biorąc mnie za rękę.
– Witaj wśród żywych – uśmiechnęła się pogodnie, ale zauważyłem, że za tym uśmiechem kryła się rozpacz, bo dostrzegłem w jej oczach smutek.
– Powiadomię resztę, że się obudziłeś – rzekł Yamar, po czym opuścił pomieszczenie.
– Powiedzcie, czy Charwich… – urwałem, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
– Udało ci się, pokonałeś go, Mike – powiedział z lekkim uśmiechem Sollyn, lecz po chwili wyraz jego twarzy diametralnie się zmieniła i posmutniał. Zerkał niepewnie cały czas na Nairę.
– Co się dzieje? – zapytałem zaniepokojony. – Dlaczego jesteście tacy przygnębieni?
Naira i Sollyn spojrzeli na siebie niepewnie.
– Co się dzieje? Powiecie w końcu?! – rzekłem lekko podenerwowany. Po chwili zdałem sobie sprawę, że ktoś z naszych... nie przeżył.
– Musisz wiedzieć, że to nie twoja wina – powiedział stanowczo Sollyn.
– Skrzywdziłem kogoś – przeraziłem się. Na myśl o tym, że mogłem zabić naszych pod postacią hybrydy… przyprawiło mnie o dreszcz.
– Nie, spokojnie. – Anglik złapał mnie za rękę. – Aaron… on… starał się odciągnąć Charwicha, jak wiesz, ale… – urwał.
– Nie! To nie może być prawda! – potrząsnąłem głową z wielkim niedowierzaniem, gdyż wiedziałem, co chciał powiedzieć. Byłem bardzo niespokojny.
– To nie twoja wina, że Aaron nie żyje. To wina Chariwcha, to on go zabił, ale zemściłeś się i raz na zawsze pozbyłeś się tego sukinsyna!
Nie chciałem się kłócić z Sollynem, dopiero co się obudziłem. Jednakże świadomość, że Aaron poświęcił swoje życie po to, bym mógł przemienić się w hybrydę…
Moje myśli były niespokojne...
~*~
Mike przestał pisać, bo do pokoju wszedł Sollyn z książką w ręku. Anglik uśmiechnął się do niego pogodnie, kiedy zauważył go z piórem w dłoni.
– Poszedłem za twoją radą i zacząłem pisać – powiedział Węgier, wstając z krzesła. – Mógłbyś rzucić okiem na moje bazgroły?
Podsunął partnerowi dziennik. Sollyn wziął notatnik do ręki, ale zamiast go otworzyć położył z powrotem na biurko.
– To są twoje myśli, Mike. Nikt nie ma prawa do nich zaglądać oprócz ciebie.
– Ale jak się dowiem, czy moje pismo jest poprawne, skoro do nich nie zajrzysz? – spytał lekko zdezorientowany Węgier.
– Myślę, że… sam się zorientujesz w odpowiednim momencie. Zresztą, idzie ci coraz lepiej, więc moja opinia wcale nie jest potrzebna.
Mike uśmiechnął się pogodnie. Cieszył się, że jego ukochany był z niego dumny, dlatego pocałował go krótko w usta, wyrażając tym gestem dowód wdzięczności.
– Przyniosłem z biblioteki kolejną książkę dla ciebie – powiedział Sollyn, po czym wręczył mu tom. – Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Fiodor… Dostojewski... Zbrodnia i Kara – przeczytał. – Dość ciekawy tytuł. Idealna książka dla wampira.
Sollyn zaśmiał się.
– To rosyjska powieść z moich czasów – rzekł Anglik, kiedy opanował swój śmiech. – To jedna z moich ulubionych lektur. Pierwsza książka jaką kupiłem za swoje pierwsze zarobione pieniądze, miałem osiemnaście lat.
– O czym jest?
– Powieść jest o byłym studencie, który planuje zamordować i okraść starą lichwiarkę. Pisarz idealnie opisał psychologię głównego bohatera. Książka będzie dla ciebie wyzwaniem, bo jest napisana bardzo treściwie, ale myślę, że sobie poradzisz.
– Poczytamy razem? – zaproponował Mike, po czym ułożył się na łóżku.
– Z miłą chęcią. – Sollyn usiadł obok, obejmując go ramieniem.
Mike przysunął się bliżej partnera, opierając się plecami o jego pierś. Otworzył na pierwszym rozdziale i zaczął głośno czytać.
___

Mam nadzieję, że miniaturka się podobała. Jeśli były jakieś zgrzyty w tekście, to wybaczcie mi i Mikowi, pisaliśmy po długiej przerwie, w szczególności Mike;) Za wyłapane błędy, będziemy wdzięczni :)

9 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się ta epistolarna seria, ma swój klimat i mam też wrażenie, że chyba lepiej Ci się pisze w pierwszej osobie. Podobał mi się opis przemiany. Był emocjonalny i obrazowy, można się było wczuć :D
    wynurzał się za ciemnych chmur - zza
    wampiry atakowali go - atakowały
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cieszę się, że miniaturka się podobała i że opis przemiany przypadł Ci do gustu, bo trochę jestem kiepska opisując takie rzeczy, więc miło, że jednak tego do końca nie schrzaniłam :)

      Dziękuję za wyłapane błędy i pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  2. Podobają mi sie te listy:). Jak wiadomo, jestem miłośniczka opisywania uczuc, a tutaj nie dość, zd sporo ich było, to jeszcze napisałaś wiecej na temat samego pokonania C. Troche szkoda, ze Mike nie pamięta całości, bo ten pojedynek na pewno był niesamowity, ale moze jeszcze o tum napiszesz. ale aaron, biedny :( No i podobało mi sie nawiązanie do Zbrodni i Kart. Swietna książka, gdyby nie zakończenie, byłaby jedna z moich ulubionych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ci się nie podobało w zakończeniu? :D

      Usuń
    2. I ja się dołączam do pytania? ;P

      Raczej dokładnego opisu walki Mika i Charwicha nie będzie, bo nie idą mi sceny akcji, dlatego też był to główny powód tego, że zakończyłam to mini opowiadanie "Pod osłoną nocy" otwarte :) Ale opis tego, jaki był Mike w postaci hybrydy mam zamiar umieścić w którejś miniaturce :)

      Dziękuję Ci ślicznie za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  3. Jestem zakochana w twoim stylu pisania. Dawno nie spotkałam się z tak doskonałym stylem. Potrafisz tak dobrze wczuć się w swoich bohaterów, oddać ich myśli, ale także całą sytuację... Wszystko było idealne.
    ,,Bazgroły" Mike'a zupełnie mnie ujęły - wciągnęły mnie w opowiadaną historię i zupełnie zawładnęły moje myśli, zmysły.
    Dziewczyno! Jak ty to robisz?! Podziel się ze mną trochę swoim talentem! Błagam!
    Aż sama nabrałam ochoty, by sięgnąć po ,,Zbrodnię i karę" leżącą na mojej półce, jeszcze nie przeczytaną... Hm... Jeśli zacznę, to będę miała wrażenie, że czytam ją razem z Mikem i Sollynem XD
    Chyba zostałam twoją fanką. Tak. Zdecydowanie. Tak zgrabnie operujesz słowami... Ach... Miód na mojej zranione przez kiepskie opowiadania serce...
    Pozdrawiam i zapraszam na 1 rozdział :)
    academie-mirandel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat jest chodzi o "Wspomnienie Wampirów", to przyznaję, czuję się jak ryba we wodzie, pisząc te miniaturki - moja cząstka mnie wędruje z nimi po ich mrocznym świecie :)
      Bardzo mnie ujęłaś swoimi słowami. Naprawdę nie spodziewałam się aż takich pochwał, tym bardziej, że nie jestem aż taka doba. Miło robi się na sercu i aż ma się motywację do pisania :)
      Jeśli Ci się podoba historia, to zapraszam do zaznajomienia się z Tomem I (znajdziesz w zakładce "Mini opowiadania" lub w archiwum postów), bo to, co teraz ukazuję jest Tomem II :)

      Dziękuję Ci serdecznie za tak miłe słowa :*
      Pozdrawiam serdecznie:*

      Usuń
  4. Dzień dobry.
    Jeszcze tak do szablonu kilka słów: tak, wiem, czytałam regulamin i wiem co i jak, ale wolałam się spytać, bo często spotykałam się też z podejściem: będziesz mógł pobrać, jak szablon zniknie z mojego bloga czy tam osoby zamawiającej. Jeśli zaś chodzi o to malecowe ff i w ogóle datę ustawienia tamtego szablonu, nie wiem... to tylko plany, na kiedyś, aż się ogarnę.
    Lubię, gdy, pisząc pamiętnik, jego autor... wspomina o tym, że pisze pamiętnik, co wtedy czuje, co widzi, tak już czysto, od razu, co się zdarzyło dosłownie przed chwilą. I cieszę się, że z tego (żyję) zrobiłaś osobny akapit (pewnie i sama zastosowałabym taki zabieg, że to już tak górnolotnie ujmę), bo zabrzmiało... no myślę, że skoro tak zrobiłaś, wiesz, jak Ty i inni to odbierają.
    Och, biedny Mike. Nie lubię bezbolesnych transformacji, wolę właśnie coś takiego jak tu, w Teen Wolf, Shadowhunters... oddaje duch bycia w jakimś stopniu zwierzęciem, przemienianiem się i jakby poddawaniem na pewien czas innej części swojej natury. Krwawy księżyc... też dość wyświechtany związek, ale i go lubię. Och, mamy i słodką scenę z Sollynem. Cud, miód i orzeszki.
    Marzę o tym, by mieć czytającego partnera... wspólne czytanie... coś wspaniałego! I potem dyskusje, na razie tylko mogę pozwolić sobie na takie z mamą i przyjaciółką (i tak dobrze). Zbrodni i kary nie czytałam... taki klasyk, co każdy zna, mniej więcej fabułę kojarzy, ale chyba wielu, właśnie jak i ja, jakoś się jeszcze nie zabrało.
    Miłego dnia,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szablonu o mnie już nie ma, więc jeśli sobie wszystko poukładasz na spokojnie i plany wejdą w czyn - a wiesz, że ja o Malecu będę czytała, dlatego już jedną cichą czytelniczkę masz^^ - możesz spokojnie sobie go pobrać z bloga...

      Cieszę się, ze ten wstęp 'żyje' przypadł Ci do gustu... bo tak, miało yo odnieść się do całej sytuacji związanej z przeżyciami Mika.
      NAtury wilkołaka jest bardzo bolesna, bo mięśnie zaczynają pulsować, kości zaczynają się łapać, i stajesz się bestią... Myślę, że tylko w Zmierzchu nie oddali w pełni tej transformacji...
      O, masz z kim czytać? Ja osobiście wole sama, ale może jest coś niebywałego w tym, jak wspólnie z partnerem się czyta... Kiedyś miałam taką okazję to robić i było nawet przyjemnie, heh xD
      A Zbrodnie i karę polecam, choć ksiażkę czytałam dawno temu, bo jako lektura na polski w szkole średniej :)

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń

Obserwatorzy